"Wcześniej dni nie były często gotowe, ale dziś biorę moje dziś na męską rozmowę
i mówię mu, wiem że masz wadę ale chuj z wadą,
przestań tak wypatrywać jutra i spójrz w prawo, spójrz w lewo..."
Nie muszę krzywdzić innych by stać się imperatorem. Czasem nawet wolę stać i się uśmiechnąć, gdy plują mi w twarz, bo w sumie nie robią nikomu innemu krzywdy, niż samym sobie. Ponoć jestem kimś gorszym i wstydzę się za to gdzie przyszło mi mieszkać od dzieciństwa. Zuchwalcy... kim oni są, by mi mówić czy jest mi wstyd i czy tego żałuję...? co osiągnęli, by stawiać swoją osobę o kilka stóp wyżej niż innych... ich wzrok obejmuje o wiele więcej niż powinien ale to nie znaczy że widzą lepiej. Widzą wszystkie haczyki na tym świecie i łapią się ich jakby to były bilety do raju. Zwykłe osoby pogrążone szarą egzystencją miasta, która wieje na nich chłodnym wiatrem konsekwencji ludzkich czynów, sprawiając że potykają się o własne nogi, wciąż nie wiedzą, że najważniejsze w życiu jest niewidoczne dla oczu. Ja wciąż trzymam swój wzrok wąsko, nie zważając na ludzi, którzy swój kręgosłup moralny strawili razem z hektolitrami alkoholu. Mogą mieć te hektolitry, gdy ja przy sobie chcę mieć tylko jedną kroplę ale za to taką, która wyrzeźbi cały kanion mojego kalejdoskopu wspomnień, a nie go tylko zaleje i przyćmi. Mimo tych wszystkich szczerych starań moją przyszłość oraz szczęście z drugą osobą widzę jakbym miał astygmatyzm. Spotkałem wielu, których cieszy błysk najszlachetniejszego zegarka, pokazali już swoje kły teraz po cichu udają słodkiego kanarka, gdy tylko potrzebują pomocy. Trzeba być eklektykiem w dzisiejszych czasach, zbierać całą stertę życiowych porad, anegdot, pouczeń, sentencji, wybierając z nich tylko te najpotrzebniejsze i prawdziwe. Wyzbyć się nienawiści, nawet gdy ktoś nas krzywdzi, bo kto widział by zbrodnią budować pokój? Wiem że czasami problemowa nawałnica psalmu świata dotyka naszych ran i czujemy się jakby nasza krew zamarzała chłodzona turkusową wonią zaświatów. Czasem może po prostu warto wygłuszyć swoje sumienie oraz głosy bliskich osób, otwierając się dla kogoś nowego w kim tkwi iskra tłumiona w zgliszczach przeszłości? Nikt szczery nie zrobi w waszą stronę ruchu jeśli delikatnie nie pokażecie, że pozwalacie mu go zrobić. Wiem że są osoby które mogą to wykorzystać, ale po coś Pan dał nam logikę, by rozróżniać dobro od zła. Jeżeli jest w nas nutka szczerości przestańmy kierować się tylko zmysłami wzroku i słuchu, a znajdziemy cały skarb świata, który dla nich jest tylko Sławą, Bogactwem, Siłą. Dla nas może być Sławą wśród rodziny, znajomych, nieznajomych, którzy cenią nas za to, że najpierw troszczymy się o innych nawet wtedy, gdy tracimy coś dla siebie. Bogactwem umysłu, gdy rozróżniamy sytuacje w których dzieje się krzywda innym i nawet jeśli to nie są nasi bliscy, staniemy w ich obronie jeśli mają rację, bo współczucie to największy skarb ludzkości. Siłą, która jest siłą ducha by zmagać się z każdym kolejnym dniem z pozytywnym nastawieniem mimo pesymistycznych słów naszych bliskich. Wiec "przestań wszystko wiedzieć, zacznij pytać i nawet bez ambicji że cokolwiek dostrzeżesz... patrz trochę szerzej, patrz trochę szerzej..."
Bij młotem w moje serce, z kamienia stwórz diament...
środa, 21 sierpnia 2013
czwartek, 8 sierpnia 2013
#10 Nic.
Każda moja znajomość, przyjaźń, miłość jest niczym kwiat.... wiecie co się dzieje z kwiatami gdy nikt ich nie pielęgnuje...?
Spędzałem czas słuchając muzyki, niszcząc swoje i innych życie, byłem typowym gówniarzem których sam teraz nienawidzę... Czarna Owca w rodzinie, tak to mogę nazwać, "Kara Boska Cię nie ominie..." tak powtarza mi babcia. Szkoda że dziadek nie żyje, przez to w sercu obok krzyża niosę pentagram. Choć powinienem umrzeć już 4 razy, wciąż żyję by się potykać, z ręką na sercu stawiam kroki ostrożnie jak na żyletce, gdy kroczę po krawędzi życia. Boże dałeś mi rodzeństwo, Panie dbaj o nich wszystkich, ja w życiu sobie poradzę, bo przecierpiałem zbyt wiele, by coś w tej chwili mogło mnie zniszczyć. Im pomoc by się przydała, by nie ulegli zawiści, czy chwilowym zawahaniom, zabierz mi anioła, w zamian niech się opiekuje nimi archanioł. Fatum... Nic nie poradzę widocznie tak miało być, nerwy, śmiech, żal, gorycz i łzy. Taki napój życia, pił go każdy na moim osiedlu, jedni nie wytrzymali, na własne życzenie z tego świata odeszli. Mógłbym chodzić i krytykować że przegrali życie bo byli słabi, dziś dojrzałem do tego by co roku zapalać znicz dla nich. Boże, o czym marzyłeś kiedy dawałeś im marzenia, co z tego że im je dałeś, skoro nie dałeś możliwości spełnienia. Pomyśl skąd jestem i pomyśl co się stało z moimi kolegami, pomyśl co mogło się stać ze mną i jeśli znasz mnie pomyśl czy to się ze mną stało... Prawdą jest iż Cierpienie sprawia, że dojrzewa się szybciej, dlatego po dłuższym czasie nie miałem już tematów na które mógłbym prowadzić dialogi z kolegami. Zacząłem dostrzegać w moich wrogach dawnego siebie, uczyłem się na ich błędach, dojrzewałem.... Jeśli twierdzisz że masz morze ambicji, wybacz ja mam ocean. Dość mam zabłąkanych dziewczyn które śpią z telefonem pod poduszką, z toną depresji nie mogą zasnąć. Małolatki biegające za dorosłymi facetami, starsi faceci z żoną na karku biegający za nastolatkami. Masy koleżanek które wyglądem chcą imponować innym, chwała przemija, tak jak z biegiem czasu chęć zdejmowania z nich bielizny. Nie mają innej wartości kobiety które są tylko piękne, wmawiają sobie że poziom intelektu posiadają jakości pierwszorzędnej, myślę... "cudnie co za klasyk, ich umysły są pełne jak spalone lasy". Mają facetów, płaczą po nich nocami, twierdzą że ich kochają, choć każdy z tych facetów zdradza je za plecami. Szukają wsparcia w przyjaciółkach, bo nie radzą sobie z problemami. Rozstania... Za miesiąc jest z następnym.... kocha go tak samo... Idioci, gdybyście wiedzieli czym jest miłość, nigdy byście się nie rozstali... I nie szukalibyście jej w kilkunastu różnych osobach. Stado znajomych którzy za ćpanie tobą nie pogardzą, tylko będą bili brawo, podstawiają kieliszek, częstują papierosem i znowu biją brawo...
Rozsypcie się na tafli lodu i rośnijcie moi przyjaciele, gdzie tylko możecie...Ja już znalazłem swój przystanek...
Spędzałem czas słuchając muzyki, niszcząc swoje i innych życie, byłem typowym gówniarzem których sam teraz nienawidzę... Czarna Owca w rodzinie, tak to mogę nazwać, "Kara Boska Cię nie ominie..." tak powtarza mi babcia. Szkoda że dziadek nie żyje, przez to w sercu obok krzyża niosę pentagram. Choć powinienem umrzeć już 4 razy, wciąż żyję by się potykać, z ręką na sercu stawiam kroki ostrożnie jak na żyletce, gdy kroczę po krawędzi życia. Boże dałeś mi rodzeństwo, Panie dbaj o nich wszystkich, ja w życiu sobie poradzę, bo przecierpiałem zbyt wiele, by coś w tej chwili mogło mnie zniszczyć. Im pomoc by się przydała, by nie ulegli zawiści, czy chwilowym zawahaniom, zabierz mi anioła, w zamian niech się opiekuje nimi archanioł. Fatum... Nic nie poradzę widocznie tak miało być, nerwy, śmiech, żal, gorycz i łzy. Taki napój życia, pił go każdy na moim osiedlu, jedni nie wytrzymali, na własne życzenie z tego świata odeszli. Mógłbym chodzić i krytykować że przegrali życie bo byli słabi, dziś dojrzałem do tego by co roku zapalać znicz dla nich. Boże, o czym marzyłeś kiedy dawałeś im marzenia, co z tego że im je dałeś, skoro nie dałeś możliwości spełnienia. Pomyśl skąd jestem i pomyśl co się stało z moimi kolegami, pomyśl co mogło się stać ze mną i jeśli znasz mnie pomyśl czy to się ze mną stało... Prawdą jest iż Cierpienie sprawia, że dojrzewa się szybciej, dlatego po dłuższym czasie nie miałem już tematów na które mógłbym prowadzić dialogi z kolegami. Zacząłem dostrzegać w moich wrogach dawnego siebie, uczyłem się na ich błędach, dojrzewałem.... Jeśli twierdzisz że masz morze ambicji, wybacz ja mam ocean. Dość mam zabłąkanych dziewczyn które śpią z telefonem pod poduszką, z toną depresji nie mogą zasnąć. Małolatki biegające za dorosłymi facetami, starsi faceci z żoną na karku biegający za nastolatkami. Masy koleżanek które wyglądem chcą imponować innym, chwała przemija, tak jak z biegiem czasu chęć zdejmowania z nich bielizny. Nie mają innej wartości kobiety które są tylko piękne, wmawiają sobie że poziom intelektu posiadają jakości pierwszorzędnej, myślę... "cudnie co za klasyk, ich umysły są pełne jak spalone lasy". Mają facetów, płaczą po nich nocami, twierdzą że ich kochają, choć każdy z tych facetów zdradza je za plecami. Szukają wsparcia w przyjaciółkach, bo nie radzą sobie z problemami. Rozstania... Za miesiąc jest z następnym.... kocha go tak samo... Idioci, gdybyście wiedzieli czym jest miłość, nigdy byście się nie rozstali... I nie szukalibyście jej w kilkunastu różnych osobach. Stado znajomych którzy za ćpanie tobą nie pogardzą, tylko będą bili brawo, podstawiają kieliszek, częstują papierosem i znowu biją brawo...
Mam już dość tego całego przedstawienia, spalę deski waszego teatru, zbliżę świat do przeznaczenia.
Osiągnąłem coś więcej i teraz się tym chwalę, a ty powinieneś pogratulować jeśli wiesz gdzie się wychowałem. Na przekór tym wszystkim, którym rodzice kreują decyzje, rodzice im wybierają studia, wybierają znajomych, wybierają miłość, wybierają za nich życie... Na przekór tym wszystkim straconym ludziom którzy przegrali swoje życia i wciągają w to szambo swoich kolegów z osiedla, wpychając im w dłonie tetrahydrocannabinol. Nikt mnie nigdy nie prowadził za rękę, choć tego nie widzisz, to o stumilowy krok dalej niż wy doszedłem. Nie szukam chwilowych uniesień, szukam tego co mnie raz, a konkretnie wzniesie. Piękno przemija, świat plastikowych marionetek tańczących na przepalonej moralnej belce. Panie jeśli ona istnieje, wskaż jej drogę do miejsca w którym jestem...Rozsypcie się na tafli lodu i rośnijcie moi przyjaciele, gdzie tylko możecie...Ja już znalazłem swój przystanek...
piątek, 12 lipca 2013
#9 Per aspera ad astra
To była seria nocy w których on, jak i ja zasnąć nie mógł,
choć oddychałem z całych sił, wciąż mi brakowało tlenu.
Cały wieczór przesiedziałem z długopisem przy skroni,
nerwobóle sprawiały, że gniotłem wszystkie kartki w dłoni.
Chciałem latać i choć całe życie o skrzydła walczyłem,
wciąż cierpiałem z nadzieją, że mi te grzechy wybaczyłeś.
Choć deszcz nie padał, to ja ciągle cały mokłem,
Choć patrzyłem ponad chmury, nie widziałem nic na horyzoncie.
Wciąż miedzy nami był krzyk, choć siedzieliśmy w milczeniu,
mimo że stałem w świetle dnia, wciąż pozostawałem w cieniu.
Moje stopy pękały i krwawiły, gdy chciałem wyjść do ludzi,
miałem wciąż nadzieję, że z koszmaru ktoś mnie wybudzi.
Choć czas ciągle mijał, to ludzie podchodzili do mnie
szeptali że się nie uda, bo mam za szczupły portfel.
Miałem stertę marzeń, ktoś zablokował mi do nich dostęp
Umierałem samotnie, choć miałem chęci do życia ogromne.
choć oddychałem z całych sił, wciąż mi brakowało tlenu.
Cały wieczór przesiedziałem z długopisem przy skroni,
nerwobóle sprawiały, że gniotłem wszystkie kartki w dłoni.
Chciałem latać i choć całe życie o skrzydła walczyłem,
wciąż cierpiałem z nadzieją, że mi te grzechy wybaczyłeś.
Choć deszcz nie padał, to ja ciągle cały mokłem,
Choć patrzyłem ponad chmury, nie widziałem nic na horyzoncie.
Wciąż miedzy nami był krzyk, choć siedzieliśmy w milczeniu,
mimo że stałem w świetle dnia, wciąż pozostawałem w cieniu.
Moje stopy pękały i krwawiły, gdy chciałem wyjść do ludzi,
miałem wciąż nadzieję, że z koszmaru ktoś mnie wybudzi.
Choć czas ciągle mijał, to ludzie podchodzili do mnie
szeptali że się nie uda, bo mam za szczupły portfel.
Miałem stertę marzeń, ktoś zablokował mi do nich dostęp
Umierałem samotnie, choć miałem chęci do życia ogromne.
Lewo czy prawo ?
Gdy przestałem na nich patrzeć, pobiegłem prosto.
Kilka dni temu od znajomych usłyszałem "schudłeś" i chyba się im nie wydaje bo włożyłem nadmiar energii w spełnianie marzeń. Przyniosłem dumę Ojcu, przyniosłem dumę Matce, więc chyba w wieku 20 lat wygrałem swoje życie. Jak to jest, że jednocześnie nienawidzę Ojca, a z drugiej strony tak wiele mu zawdzięczam? niezdecydowanie, to jeden z moich stygmatów. Jedyne co potrafimy to płakać tak, by nikt nie widział i nie słyszał, ewentualnie zapytać o radę znajomego który nam doradzi jakby znał świat na wylot, mimo że sam swoje życie dawno pogrzebał. Wolałbym zostawić po sobie przyjemne wspomnienie, niż być dla kogoś koszmarem. I w sumie mógłbym mówić to nie ludzie, to ja się odciąłem od nich, ale dziś mniejsza z tym wszystkim, schowałem dumę do moich przetartych spodni. Dziś zostałem tylko ja i właściwie jesteś ze mną ty, ich nie ma, dawno odeszli, więc pozwól że wytrę ci łzy. I pewnie zadzwonią ponownie, gdy będą czegoś chcieli lub dlatego że słyszeli o mnie w radiach czy czytali w gazecie, to nie tak że ego mi urosło, zaufanie traci się tylko raz, uświadamiam nieświadomych, ktoś musi przecież... I gdy wydaje Ci się, że wszystko nagle straciło sens, a twoje życie jest niekończącym się tunelem melancholii, nie poddawaj się, bo na prawdę warto,sam przeszedłem ciemny życia tunel z gasnącą zapałką. Czasem chciałbym przeprosić znajomych za to, że moje słowa są zbyt szczere, nie potrafię kłamać, więc w tych czasach nie mam szans by zostać przyjacielem. Poszukaj ich gdzieś na ławkach, czy w blokowcach, tam znajdziesz tych co chętnie postawią Ci piwo, dadzą do ręki jointa. Słyszałem nie raz od sfrustrowanych nastolatek, wylewających łzy w domach czy pośród schodowych klatek, które zostały zdradzone przez swoich "idealnych chłopaków", że pewnie nigdy nie cierpiałem, więc zapewne to co kapie z moich szorstkich policzków, to nie są łzy. Koledzy popełniają błędy ale nie chcą się na nich uczyć, więc ja się uczę. Cały plecak tych doświadczeń, trzymam pod chromowanym kluczem. Ojciec powtarzał synu kombinuj ja za Ciebie nic nie zrobię. Syn tak zakombinował że piątego sierpnia pół miasta będzie pić jego zdrowie. I co dalej? Wolę mieć przy sobie kilku mądrych niż tysiąc bezmózgich stworzeń. Studentki, które swój deficyt umysłu nabywają w klubach, o ilorazie inteligencji jakby piły browar z ołowiem. Studenci którzy zdradzają swoje kobiety, pod ich nieobecność, udając że nic się nie stało - socjopaci, ich kręgosłup moralny jest martwy tak jak ich osobowość. Koleżanki, których życie to hasło i login, dziewczyny bez ambicji, aż braknie mi słów. Koledzy z klasy którzy skończyli na parkanie z alkoholem w dłoni, zawsze twierdzili że są najmądrzejsi i chyba wyrośli na poliglotów, bo nikt ich nie rozumie, gdy kończą szóste piwo. Stado ludzi którzy mnie krytykują znając mnie z wymiany symbolicznego "Cześć" , zapewne czytają we mnie jak w książce, dlatego wiedzą o mnie wszystko jakby spłodziła ich Atena, wiedzą więcej niż Bogowie mogą sobie wyobrazić. Odciąłem się od nich pozostając z tymi którzy pokazali mi studnię, gdy moje życie było pustynią, a mi brakowało wody. Wyrosłem z tego, by udowadniać całemu światu swoją doskonałość. Mimo wszystko, prawie nic się nie zmieniło, nadal żyję w gnijącym świecie, w którym chcę zasadzić piękny kwiat pelargonii, zapożyczony z ogrodu mojej Mamy.
Dziś dbam o nich i oni też pamiętają o mnie,
bo razem odkryliśmy, wspólny lek na insomnię.
Mimo że moje dłonie są ciągle w ruchu, to nie jest delirium,
a kartek mi braknie jakbym pisał scenariusz do filmu.
Teraz latam, choć skrzydeł nigdy nie otrzymałem,
dziękuję ci serdecznie, że mnie ze popiołów poskładałeś.
Dziś deszcz pada strugą, a ja jedyny nie moknę,
choćbyś zabrał mi wzrok, będę widział bardzo dobrze.
Jeśli krzyczał będzie cały świat, ja tylko twój szept usłyszę,
zostawiłem ślad po sobie, nakręciłem własną życia kliszę.
Dziś będę szedł przed siebie, choć mi kończyny obetną,
a życie będę wciągał doszczętnie jak ćpun mefedron.
Stara dawna prawda, z kim przystajesz takim się stajesz,
dobrze że jestem sam, tak więc sobą pozostaję.
Gdybyście pluli mi w twarz, to nie zabiję w sobie marzeń,
Umrę godnie, zeszyt słów po sobie zostawię...
wtorek, 11 czerwca 2013
#8 Zimno mi w Serce
Wszystko staram się sprowadzić do postaci kartezjańskich, bo ponoć znam się na tym.
To utrudnienie dla nich, a ułatwienie dla mnie...
Odpowiedź jest jednoznaczna, króliczka nie było warto gonić. Panie X i Panie Y, niech się hemoglobina w was gotuje, odzyskałem Iskrę. Już nie pytam czy warto, nauczyłem się walczyć z apatią, życie mnie nauczyło, by nie robić nic wbrew sobie. Obraz świata przypomina mi Wisłę, jest co raz bardziej mętny, gdy wyznacznikiem ludzkich wartości staje się wygląd zewnętrzny. Staram się zamieszać palcem w tej mętnej wodzie by wytworzyć pianę, która zbierze cały bród powstały przez kapiący do niej z moimi łzami atrament.
Podarłem pożegnalne listy, bo mam dla kogo żyć. Moje życie przestało mieć smak chłodnego metalu, tylko słabi uciekają od życia, szukają szalup. Jest mi już obojętne co dostanę od Ciebie na talerzu, nie istnieje już dla mnie taka gorycz której bym nie przeżuł. Odstawiłem palce od skroni, bo czas przestał mnie gonić, mimo że mam cierń w dłoni, bo mam coś jeszcze, coś czego nigdy nie zdobędą oni. Bezkres cierpienia dał mi bezkres doświadczeń. Opuściłem matnie by napisać kolejny list, w którym będę ja i raczej nie będzie już Ciebie. Czuję się bardzo dobrze mimo że świat mi się zawala, gdy osoby które szanuję możesz policzyć na palcach u ślepego drwala.
Bo gdy odejdę to mimo że zamkną mi się oczy, to serce będę miał zawsze otwarte dla tych, którzy otworzyli je dla mnie. Powtarzał będę to zawsze Evviva l'arte.
Każde z moich marzeń opieram na grotesce
gdy patrzysz mi w oczy załamujesz ręce....
Powiedz o co walczysz, a powiem Ci kim jesteś,
jestem jednym z dzieci wychowanych w męce.
Dziś, chciałbym więcej, chciałbym coś ponad,
niż kilka pestek zeszłorocznego winogrona.
Bo, patrząc na Ciebie dłonie mi się pocą,
kobieta, co morze łez wylewa późną nocą...
Gdy przegryzam cierń, mówię wam że to łakocie,
poznałem gorsze piekło leżąc przez pół życia w błocie.
Mijam codziennie tych co patrzyli na mnie z góry
karma w końcu wróciła, teraz oni to szczury...
To utrudnienie dla nich, a ułatwienie dla mnie...
Odpowiedź jest jednoznaczna, króliczka nie było warto gonić. Panie X i Panie Y, niech się hemoglobina w was gotuje, odzyskałem Iskrę. Już nie pytam czy warto, nauczyłem się walczyć z apatią, życie mnie nauczyło, by nie robić nic wbrew sobie. Obraz świata przypomina mi Wisłę, jest co raz bardziej mętny, gdy wyznacznikiem ludzkich wartości staje się wygląd zewnętrzny. Staram się zamieszać palcem w tej mętnej wodzie by wytworzyć pianę, która zbierze cały bród powstały przez kapiący do niej z moimi łzami atrament.
Podarłem pożegnalne listy, bo mam dla kogo żyć. Moje życie przestało mieć smak chłodnego metalu, tylko słabi uciekają od życia, szukają szalup. Jest mi już obojętne co dostanę od Ciebie na talerzu, nie istnieje już dla mnie taka gorycz której bym nie przeżuł. Odstawiłem palce od skroni, bo czas przestał mnie gonić, mimo że mam cierń w dłoni, bo mam coś jeszcze, coś czego nigdy nie zdobędą oni. Bezkres cierpienia dał mi bezkres doświadczeń. Opuściłem matnie by napisać kolejny list, w którym będę ja i raczej nie będzie już Ciebie. Czuję się bardzo dobrze mimo że świat mi się zawala, gdy osoby które szanuję możesz policzyć na palcach u ślepego drwala.
Bo gdy odejdę to mimo że zamkną mi się oczy, to serce będę miał zawsze otwarte dla tych, którzy otworzyli je dla mnie. Powtarzał będę to zawsze Evviva l'arte.
Każde z moich marzeń opieram na grotesce
gdy patrzysz mi w oczy załamujesz ręce....
Powiedz o co walczysz, a powiem Ci kim jesteś,
jestem jednym z dzieci wychowanych w męce.
Dziś, chciałbym więcej, chciałbym coś ponad,
niż kilka pestek zeszłorocznego winogrona.
Bo, patrząc na Ciebie dłonie mi się pocą,
kobieta, co morze łez wylewa późną nocą...
Gdy przegryzam cierń, mówię wam że to łakocie,
poznałem gorsze piekło leżąc przez pół życia w błocie.
Mijam codziennie tych co patrzyli na mnie z góry
karma w końcu wróciła, teraz oni to szczury...
czwartek, 9 maja 2013
#7 Apogeum
1' - Podsumowanie.
Uzależniłem się od spacerowania po Cierniu.
Ludzkie kroki… niszczą wszystko na swojej drodze, by osiągnąć cel. Obierają łatwiejszą ścieżkę, raniąc bliskich. Pytanie, czy chciałbym dojść do celu, by zniszczyć wszystko też na jej drodze? Jestem tylko… człowiekiem? Nie jestem człowiekiem. Kroczę po cierniach gołymi stopami... to nieludzkie. Jeśli jesteśmy karmieni szczęściem, to w tej chwili mam anoreksję.
Przyzwyczajając się do bólu, nie czując niczyjej obecności, prócz samotności, krzyczę. Krzyczę tak głośno, by echo zostało ze mną jak najdłużej, bym przynajmniej przez chwilę mógł się do kogoś przytulić, siedząc między półcieniem, a półmrokiem . To nie tak, że wpadam z nim w szał od natężenia tych decybeli... to cały krzyk świata milknie, gdy my szepczemy... Resztkę nienawiści ukryję w waszych uszach, zanim od jej nasycenia wasza serdeczność przestanie mieć swój udział. Zniszczyłem ostatnie lustro, tłamsząc w sobie antonim radości, by przyjemny gest odrodził się na nowo, ze zwielokrotnioną siłą powstał, niczym feniks z popiołów. Każdy z kumpli poleca mi się zachlać, pożegnać się ze wspomnieniami, ich rady są jak wskazówki botaników, którzy nie wiedza jak obchodzić się z kwiatami...
Wiem to, że jestem chory i nie interesują mnie diagnozy sąsiednich botaników. Jeśli oni są zdrowi, to ja chcę być chory i mieć tą schizofrenie, czy hipochondrię, czy inną apatię.
Dodatkowo, kiedy patrzę na dzisiejszą młodzież, życie staje się przykre, jeśli Bóg rozdawał ambicje, oni stali w kolejce przeciwnej. Nie oglądam się już na nich, wycieram tylko krew ze spojówek, ponieważ radość wykradła już cały smutek z mojego serca.
A ty? Zagraj mi proszę melodię, którą chcę teraz usłyszeć, by moje cierpienie mogło zasnąć, niczym strażnik Hadesu. Orfeuszu.... ostrza twoimi dłońmi... mój układ nerwowy twoją lirą... zagrajmy wspólnie ostatnią melodię... czyli tą jedyną...
Przepraszam za moją postawę, dźwigam najcięższy plecak, pełny grzechów śmiertelnych, aż krew spływa mi po plecach, od nadmiaru tych tajemnic. Warto przynajmniej przez chwilę poczuć, że zrobiło się coś innego i coś więcej, niż cała reszta próżnych ludzi, którzy w głowach mają jedną myśl "naćpać, najebać i wrócić do domu..." potem płakać w domu, że nic nie wyszło tak jak planowali i chyba wychodzę na hipokrytę, bo ostatnimi czasy robię podobnie, ale nie mówmy o tym, bo to smutne...
A wieczorem znowu wyjdę i poznam w barach, tępe sztuki co mnie znają tylko z opowiadań...
Uzależniłem się od spacerowania po Cierniu.
Ludzkie kroki… niszczą wszystko na swojej drodze, by osiągnąć cel. Obierają łatwiejszą ścieżkę, raniąc bliskich. Pytanie, czy chciałbym dojść do celu, by zniszczyć wszystko też na jej drodze? Jestem tylko… człowiekiem? Nie jestem człowiekiem. Kroczę po cierniach gołymi stopami... to nieludzkie. Jeśli jesteśmy karmieni szczęściem, to w tej chwili mam anoreksję.
Przyzwyczajając się do bólu, nie czując niczyjej obecności, prócz samotności, krzyczę. Krzyczę tak głośno, by echo zostało ze mną jak najdłużej, bym przynajmniej przez chwilę mógł się do kogoś przytulić, siedząc między półcieniem, a półmrokiem . To nie tak, że wpadam z nim w szał od natężenia tych decybeli... to cały krzyk świata milknie, gdy my szepczemy... Resztkę nienawiści ukryję w waszych uszach, zanim od jej nasycenia wasza serdeczność przestanie mieć swój udział. Zniszczyłem ostatnie lustro, tłamsząc w sobie antonim radości, by przyjemny gest odrodził się na nowo, ze zwielokrotnioną siłą powstał, niczym feniks z popiołów. Każdy z kumpli poleca mi się zachlać, pożegnać się ze wspomnieniami, ich rady są jak wskazówki botaników, którzy nie wiedza jak obchodzić się z kwiatami...
Wiem to, że jestem chory i nie interesują mnie diagnozy sąsiednich botaników. Jeśli oni są zdrowi, to ja chcę być chory i mieć tą schizofrenie, czy hipochondrię, czy inną apatię.
Dodatkowo, kiedy patrzę na dzisiejszą młodzież, życie staje się przykre, jeśli Bóg rozdawał ambicje, oni stali w kolejce przeciwnej. Nie oglądam się już na nich, wycieram tylko krew ze spojówek, ponieważ radość wykradła już cały smutek z mojego serca.
A ty? Zagraj mi proszę melodię, którą chcę teraz usłyszeć, by moje cierpienie mogło zasnąć, niczym strażnik Hadesu. Orfeuszu.... ostrza twoimi dłońmi... mój układ nerwowy twoją lirą... zagrajmy wspólnie ostatnią melodię... czyli tą jedyną...
Przepraszam za moją postawę, dźwigam najcięższy plecak, pełny grzechów śmiertelnych, aż krew spływa mi po plecach, od nadmiaru tych tajemnic. Warto przynajmniej przez chwilę poczuć, że zrobiło się coś innego i coś więcej, niż cała reszta próżnych ludzi, którzy w głowach mają jedną myśl "naćpać, najebać i wrócić do domu..." potem płakać w domu, że nic nie wyszło tak jak planowali i chyba wychodzę na hipokrytę, bo ostatnimi czasy robię podobnie, ale nie mówmy o tym, bo to smutne...
A wieczorem znowu wyjdę i poznam w barach, tępe sztuki co mnie znają tylko z opowiadań...
niedziela, 5 maja 2013
#6 Ostatnia modlitwa
---Siedzę tu i walczę z życiem jak Klasyk z Romantykiem.---
Trzy dwadzieścia, to inaczej 23. Liczba z symboliką na wzór podobieństwa Boskiego, wzór idealności i doskonałości, osoby która dąży non stop do poprawy swojej osobowości, by zyskać perfekcyjną postawę własnego charakteru.
-------- Twój oddech niczym perfum, maskujący smród mojego gnijącego serca--------
---------\\\\\---------
Trzy dwadzieścia, to inaczej 23. Liczba z symboliką na wzór podobieństwa Boskiego, wzór idealności i doskonałości, osoby która dąży non stop do poprawy swojej osobowości, by zyskać perfekcyjną postawę własnego charakteru.
Nie mówcie mi, że wiecie czym jest cierpienie. Rozstając się z chłopakiem, który traktował was jako przedmiot, gdzie po chwili i tak znajdujecie następnego, czy wasze problemy codzienne, od których dostajecie depresji. Widocznie jesteście zbyt słabi, by zwalczać każdą porażkę i bronić się przed emocjonalnym dołkiem. Słabsi zawsze są pokarmem dla silnych. Żaden z was nie musiał oglądać drzew na których zamiast liści, wiszą bliscy ludzie, żaden z was nie budzi się codziennie z bólem, nie wiedząc, czy to dzisiaj skończy się jego życie, będąc w wieku dojrzewania. Ten ból jest niczym Serce, grające każdym tętnem na naszym losie, uderzając jak młot kolejno w każdy z kręgów kręgosłupa. Tak, jak w klawisze uderza wskazówkami, drobnostkowy Pianista purpurowych zegarów.
1' - Dębowy różaniec.
Grzebię w mojej głowie jak dziecko w pudełku zabawek, bo
wciąż myślę jak na stopach kolczaste druty, zamienić ponownie na wygodne buty...
wciąż myślę jak na stopach kolczaste druty, zamienić ponownie na wygodne buty...
Właśnie robię "podyplomówkę" z melancholii, posługując się synkretyzmem i semantyką. Faustyzm moim celem przewodnim. W akcie desperacji odmawiam moją ostatnią Modlitwę, w dłoniach dzierżę dębowy różaniec. To jest danse macabre czyt. ostatni taniec tego balu bezuczuciowych marionetek. Różaniec zaciskam tak mocno, aż miażdżę paciorki, a krucyfiks wbija się w moje ciało, naruszając harmonogram obiegu życia w moich zielonych, ludzkich światłowodach. Najszlachetniejsza ciecz zwana tuszem, wypływa z moich żył. Apatia moim Ojcem. Anhedonia moją Matką. Socjopatia do ludzi - nadzieją, by odzyskać równowagę umysłu. Krocząc pięciolinią banitów, niosę klucz muzyków. Klucz cały atramentem ocieka, gubiąc słowa tak często, aż powstaje liryczna rzeka.... Moje sumienie jest zbudowane z liter, więc z każdą kolejną kroplą, ulega degradacji.
Policzki kobiet, którym starałem się kłamać w oczy jak każdy facet, by zyskać efekt zauroczenia, czy inną chemię, są czerwone, jak pierwszy Mak, który wręczyłem mojej Mamie kilkanaście lat temu. Nie chcę tak, choć może w ten sposób zdołam dotknąć ich uczuć i na prawdę coś poczuć, nie tylko na niby? Będąc szczerym i serdecznym facetem, w tych czasach nie mam szans na miłość. Po nocach mam sny o moich najbliższych, gdy obarczam ich nadzwyczajną obojętnością, a sądziłem że nie dotyczą mnie wszystkie przesądy ze skrajnością emocjonalną. Od czeluści żalu i nieprecyzyjności moich łez, każdy głucho-niemy krzyczy szeregami słów, słysząc mój szczery do bólu lament. To nie tak, że wpadamy w szał od natężenia tych decybeli... to cały krzyk świata milknie, gdy my szepczemy... Nie mam na imię frustrat, by łapać się alkoholu, czy szukać miłości pod względem chwilowego naporu serotoniny. Dostałem skrzypce od Nemezis, bym grał własną melodię, porywając światłocień do tańca. Mam zdecydować, kiedy smyczek chwycę, by grać dla przebiśniegów, istniejącej zimy w moim sercu. Orfeuszu.... ostrza twoimi dłońmi... mój układ nerwowy twoją lirą... zagrajmy wspólnie ostatnią melodię... czyli tą jedyną... Kurwa, wstyd mi... gdy przy osobach na których mi zależy, zazwyczaj ukazuję obraz siebie przeciwny... Edwardzie de Vere, powiedz czym jest synteza...? bo już sam nie wiem, wypisując własną krwią, słowa na papierze... Synestezjo, proszę... powiedz im, że już dłużej nie dam rady, być odbiciem w jej.. źrenicach... W sumie co za różnica? kiedy połowa mojego życia jest spacerem nie po wrzosach, a po iglicach. Zazwyczaj.... niby nie chcę zabijać, więc czemu sam wbrew sobie!!! chwytam za wskazówki.... wbijając je w tarczę czasu... To obłęd... będąc ostatnim romantykiem zanikającym w płomieniach, zamiast dostać trochę Miłości, została mi blizna na przestrzał... po pocałunku... od... Cierpienia.......
Nie zostało już nic, prócz wspomnianego wcześniej "origami". Nie ma już bliskich przy mnie, jedynym moim Bies-em, którego trzymając na smyczy, wciąż nie mogę okiełznać, są emocje. Boże jeśli pisałeś moją biografię, to czemu poskreślałeś te najlepsze linijki? Mówią, jak Kuba Bogu , tak Bóg Kubie. Od kiedy to Kuba jest równy Bogu? Chyba się gubię... Dlaczego jedynym wyjściem okazała się gra w rosyjską ruletkę z przeznaczeniem, gdzie stawką jest moja wyobraźnia? Czy ktoś kiedyś wygrał z przeznaczeniem!? Boże, karmisz nas czarnym chlebem, nieprawdziwe okazały się wszystkie Bajki o Miłości i Eternii. Już nawet dla Ciebie zabrakło miejsca w niebie. Królestwo niebieskie jest przepełnione twarzami szyderców. A ja?- Nie wiem co się stało ze mną, gdy zaczynam żyć mocniej dzięki temu, co zostawiło mi tylko ból. Obraz dawno przestał być moim zarysem zdarzeń. Mierzę czas, jakby ktoś wbił mi gwóźdź w ślepia z zawiści. Słuchem śledzę wskazówkę, odliczając ostatnie sekundy, niczym chrześcijanin przy modlitwie paciorki różańca... Krążąc palcem po krawędzi szklanki, oddaję wam własne myśli w pełni iluminacji, siedzę zapatrzony w Orion z zachwytem i goryczą na ustach, tworzę melodię upadłych muzyków, witając się po raz ostatni z odbiciem lustra. Czekam na ostatni raz, gdy będę mógł przejść obok twoich ust, by za pomocą szczerych słów, spić z nich cały dreszcz zrażeń. Tak, byśmy na co dzień z losu potrawę, mogli posypywać szczyptą radosnych wrażeń. Choćbyś rozłożyła przede mną wachlarz szkarłatnych uczuć, to nie wiedziałbym co w tej chwili czuję. Chciałbym, by ktoś zdjął smutek z moich powiek... nie ma chętnych? Mam swoje epicentrum westchnień, a nim cały świat i wszystkie błękitne ptaki na niebie, lecz dla mnie nie ma to wszystko wartości, skoro w tej enklawie nie ma już Ciebie. Mówią, "tego kwiatu jest pół światu", tak powtarza mi każdy facet, pewnie dlatego każdy z nich, jest o stumilowy krok, od spełnienia swoich marzeń. Każdy z nich zaleca mi Palimpsest, tak jakby byli lekarzami, ich rady są jak wskazówki od botaników, którzy nie wiedzą jak obchodzić się z kwiatami...to chore. Wszystko czego pragnąłem, mogę dziś posypać popiołem, to "wszystko" było drażliwe, jak łączenie antybiotyków z alkoholem. Zbyt duży dla mnie ten ciężar, by go sumieniem nieść, lecz można nagiąć rzeczywistość i nawet z prochu, wieżowiec dla ludzkich serc wznieść. Nawet jeśli zamiast dobrych relacji między nami zostanie Weneckie Lustro, gdzie przejrzystość jest zależna od gęstości mgły naszych spojrzeń, która zbędnie osiada na szkle, jak cholesterol na naczyniach krwionośnych mojego dziadka. Demon moich łez zabił tą, co ostatnia umiera, po czym skonał jak bezpański pies. Bo ja to wiem i Ty też to bardzo dobrze wiesz, przez obrazy z przeszłości w twojej głowie, twoje serce jest jak ściernisko, wilgotne od rozpaczliwych łez.
Całe moje życie sprowadzam ponownie do asymptoty, tłamsząc amok.
Zrywam ścięgna z moich rąk jak struny, bo nie chcę nikogo już ranić, broniąc własnej dumy. Sznuruję nimi własne usta, by zachować równowagę w ludzkim ciele i raz na zawsze zacisnąć moje wargi, kończąc ostatnią modlitwę, w moim prywatnym kościele. Znalazłem ostatni już tego smutku kamień, który z rozsądku powinienem rzucić na szaniec. Znając życie, rzucając nim pewnie trafiłbym w Euforię, bawiącą się w moim kwiecistym ogrodzie z Chandra.
Pozostaje mi sczeznąć, bo życie mi pęka jak moje torebki stawowe, lecz to nie jest kłopotem...
Nie zostało już nic, prócz wspomnianego wcześniej "origami". Nie ma już bliskich przy mnie, jedynym moim Bies-em, którego trzymając na smyczy, wciąż nie mogę okiełznać, są emocje. Boże jeśli pisałeś moją biografię, to czemu poskreślałeś te najlepsze linijki? Mówią, jak Kuba Bogu , tak Bóg Kubie. Od kiedy to Kuba jest równy Bogu? Chyba się gubię... Dlaczego jedynym wyjściem okazała się gra w rosyjską ruletkę z przeznaczeniem, gdzie stawką jest moja wyobraźnia? Czy ktoś kiedyś wygrał z przeznaczeniem!? Boże, karmisz nas czarnym chlebem, nieprawdziwe okazały się wszystkie Bajki o Miłości i Eternii. Już nawet dla Ciebie zabrakło miejsca w niebie. Królestwo niebieskie jest przepełnione twarzami szyderców. A ja?- Nie wiem co się stało ze mną, gdy zaczynam żyć mocniej dzięki temu, co zostawiło mi tylko ból. Obraz dawno przestał być moim zarysem zdarzeń. Mierzę czas, jakby ktoś wbił mi gwóźdź w ślepia z zawiści. Słuchem śledzę wskazówkę, odliczając ostatnie sekundy, niczym chrześcijanin przy modlitwie paciorki różańca... Krążąc palcem po krawędzi szklanki, oddaję wam własne myśli w pełni iluminacji, siedzę zapatrzony w Orion z zachwytem i goryczą na ustach, tworzę melodię upadłych muzyków, witając się po raz ostatni z odbiciem lustra. Czekam na ostatni raz, gdy będę mógł przejść obok twoich ust, by za pomocą szczerych słów, spić z nich cały dreszcz zrażeń. Tak, byśmy na co dzień z losu potrawę, mogli posypywać szczyptą radosnych wrażeń. Choćbyś rozłożyła przede mną wachlarz szkarłatnych uczuć, to nie wiedziałbym co w tej chwili czuję. Chciałbym, by ktoś zdjął smutek z moich powiek... nie ma chętnych? Mam swoje epicentrum westchnień, a nim cały świat i wszystkie błękitne ptaki na niebie, lecz dla mnie nie ma to wszystko wartości, skoro w tej enklawie nie ma już Ciebie. Mówią, "tego kwiatu jest pół światu", tak powtarza mi każdy facet, pewnie dlatego każdy z nich, jest o stumilowy krok, od spełnienia swoich marzeń. Każdy z nich zaleca mi Palimpsest, tak jakby byli lekarzami, ich rady są jak wskazówki od botaników, którzy nie wiedzą jak obchodzić się z kwiatami...to chore. Wszystko czego pragnąłem, mogę dziś posypać popiołem, to "wszystko" było drażliwe, jak łączenie antybiotyków z alkoholem. Zbyt duży dla mnie ten ciężar, by go sumieniem nieść, lecz można nagiąć rzeczywistość i nawet z prochu, wieżowiec dla ludzkich serc wznieść. Nawet jeśli zamiast dobrych relacji między nami zostanie Weneckie Lustro, gdzie przejrzystość jest zależna od gęstości mgły naszych spojrzeń, która zbędnie osiada na szkle, jak cholesterol na naczyniach krwionośnych mojego dziadka. Demon moich łez zabił tą, co ostatnia umiera, po czym skonał jak bezpański pies. Bo ja to wiem i Ty też to bardzo dobrze wiesz, przez obrazy z przeszłości w twojej głowie, twoje serce jest jak ściernisko, wilgotne od rozpaczliwych łez.
Całe moje życie sprowadzam ponownie do asymptoty, tłamsząc amok.
Zrywam ścięgna z moich rąk jak struny, bo nie chcę nikogo już ranić, broniąc własnej dumy. Sznuruję nimi własne usta, by zachować równowagę w ludzkim ciele i raz na zawsze zacisnąć moje wargi, kończąc ostatnią modlitwę, w moim prywatnym kościele. Znalazłem ostatni już tego smutku kamień, który z rozsądku powinienem rzucić na szaniec. Znając życie, rzucając nim pewnie trafiłbym w Euforię, bawiącą się w moim kwiecistym ogrodzie z Chandra.
Pozostaje mi sczeznąć, bo życie mi pęka jak moje torebki stawowe, lecz to nie jest kłopotem...
To problem ma za nami problem, że mu problem stworzyliśmy, ukrywając wspólnie Ostatnią Iskrę Pośród Zgliszczy. Wyrzucam z moich intencji, w twoim kierunku, ostatnią szczerą kartę:
Wypada walet kier.
-------- Twój oddech niczym perfum, maskujący smród mojego gnijącego serca--------
---------\\\\\---------
Na koniec mam dla was kawałek mojego znajomego, którego życie też nie rozpieszcza.
Zdrowia Stary.
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
#5 Pierwsze rozdanie.
2' - Dzika karta.
Umieram po raz kolejny. Z tej okazji mam jedno życzenie. Chciałbym byś permanentnie zakończyła moje istnienie. Moje życzenie jest szczere, jest wyszarpane z serca, bo zbyt wielu przy mnie ludzi o ksywie "uczuć morderca". Wyciągam emocje do pierwiastka ostatniego, gdy mówisz "nic śmiesznego", ja się śmieję do upadłego. Adekwatnie do tego, mam zaburzenia w obwodzie mojej głowy, wszystko przestaje działać poprawnie, jakby popłynął prąd zwarciowy.
To wszystko dlatego że popełniłem błędy, każdy jeden był jak żyletka włożona do mojej gęby. Najchętniej bym zlinczował się za nie, byłem zbyt naiwny pomyliłem wsparcie z zaufaniem. Jeśli jesteśmy karmieni szczęściem to w tej chwili mam anoreksję. Jeśli miłość to życie, to właśnie miałem zawał na serce. Dodatkowo kiedy patrzę na dzisiejszą młodzież, życie staje się przykre, jeśli Bóg rozdawał ambicje oni stali w kolejce przeciwnej. Taki ze mnie matematyk, a sam wbrew sobie tworzę dowody apagogiczne. Czas pokazał że nie ma miłości na tym świecie, obraz płaczącej kobiety na twarzy z uśmiechem mówiącej, że nic nie czuje, czujecie? Więc albo ktoś mi wmawia że jestem socjopatą albo to ludzie zgłupieli, gdy krzyczę do nich "uczucia", odpowiadają że nie słyszeli. To wspaniałe, gdy z powodu moich liter kobieta zaczęła kwilić, choćby z jej policzków w odstępach sekundowych na ziemie jak deszcz kapały łzy... czuję tylko jedno.... czuję że dziś to obojętne mi.
"Jak mnie spotkasz wierz mi, obojętne mi, czy w dresie, czy w zwykłych spodniach jesteś bo....Ważne że jesteś i chuj."
---Siedzę tu i walczę z życiem jak Romantyk z Klasykiem.---
Bardzo
Dziwny ze mnie człowiek. Empiryk i Racjonalista to dwójka moich bliźnich. Wiele chęci do życia
we mnie, jak szczerych intencji w hipokryzji. Nie stoję pośród ludzi, którzy chcą kreować własne życie, każdy jeden się zatraca, gdy życie kusi ich plastikiem. Nie pamiętam już tych ludzi, pamiętam ich zachowania, za serdeczność mam dla nich bukiet z odwzajemnieniem ich traktowania. Spalam więź z każdym, kto we mnie widzi tylko element pożądania. Moje życie to hydraulika przy której pękają zawory, gdybyś mieszkał tu gdzie mieszkam to nauczyłbyś się pokory. Umieram po raz kolejny. Z tej okazji mam jedno życzenie. Chciałbym byś permanentnie zakończyła moje istnienie. Moje życzenie jest szczere, jest wyszarpane z serca, bo zbyt wielu przy mnie ludzi o ksywie "uczuć morderca". Wyciągam emocje do pierwiastka ostatniego, gdy mówisz "nic śmiesznego", ja się śmieję do upadłego. Adekwatnie do tego, mam zaburzenia w obwodzie mojej głowy, wszystko przestaje działać poprawnie, jakby popłynął prąd zwarciowy.
To wszystko dlatego że popełniłem błędy, każdy jeden był jak żyletka włożona do mojej gęby. Najchętniej bym zlinczował się za nie, byłem zbyt naiwny pomyliłem wsparcie z zaufaniem. Jeśli jesteśmy karmieni szczęściem to w tej chwili mam anoreksję. Jeśli miłość to życie, to właśnie miałem zawał na serce. Dodatkowo kiedy patrzę na dzisiejszą młodzież, życie staje się przykre, jeśli Bóg rozdawał ambicje oni stali w kolejce przeciwnej. Taki ze mnie matematyk, a sam wbrew sobie tworzę dowody apagogiczne. Czas pokazał że nie ma miłości na tym świecie, obraz płaczącej kobiety na twarzy z uśmiechem mówiącej, że nic nie czuje, czujecie? Więc albo ktoś mi wmawia że jestem socjopatą albo to ludzie zgłupieli, gdy krzyczę do nich "uczucia", odpowiadają że nie słyszeli. To wspaniałe, gdy z powodu moich liter kobieta zaczęła kwilić, choćby z jej policzków w odstępach sekundowych na ziemie jak deszcz kapały łzy... czuję tylko jedno.... czuję że dziś to obojętne mi.
"Jak mnie spotkasz wierz mi, obojętne mi, czy w dresie, czy w zwykłych spodniach jesteś bo....Ważne że jesteś i chuj."
Subskrybuj:
Posty (Atom)
