wtorek, 11 czerwca 2013

#8 Zimno mi w Serce

Wszystko staram się sprowadzić do postaci kartezjańskich, bo ponoć znam się na tym.
To utrudnienie dla nich, a ułatwienie dla mnie...

Odpowiedź jest jednoznaczna, króliczka nie było warto gonić. Panie X i Panie Y, niech się hemoglobina w was gotuje, odzyskałem Iskrę. Już nie pytam czy warto, nauczyłem się walczyć z apatią, życie mnie nauczyło, by nie robić nic wbrew sobie. Obraz świata przypomina mi Wisłę, jest co raz bardziej mętny, gdy wyznacznikiem ludzkich wartości staje się wygląd zewnętrzny. Staram się zamieszać palcem w tej mętnej wodzie by wytworzyć pianę, która zbierze cały bród powstały przez kapiący do niej z moimi łzami atrament.
Podarłem pożegnalne listy, bo mam dla kogo żyć. Moje życie przestało mieć smak chłodnego metalu, tylko słabi uciekają od życia, szukają szalup. Jest mi już obojętne co dostanę od Ciebie na talerzu, nie istnieje już dla mnie taka gorycz której bym nie przeżuł. Odstawiłem palce od skroni, bo czas przestał mnie gonić, mimo że mam cierń w dłoni, bo mam coś jeszcze, coś czego nigdy nie zdobędą oni. Bezkres cierpienia dał mi bezkres doświadczeń. Opuściłem matnie by napisać kolejny list, w którym będę ja i raczej nie będzie już Ciebie. Czuję się bardzo dobrze mimo że świat mi się zawala, gdy osoby które szanuję możesz policzyć na palcach u ślepego drwala.
    Bo gdy odejdę to mimo że zamkną mi się oczy, to serce będę miał zawsze otwarte dla tych, którzy otworzyli je dla mnie. Powtarzał będę to zawsze Evviva l'arte.


Każde z moich marzeń opieram na grotesce
gdy patrzysz mi w oczy załamujesz ręce....
Powiedz o co walczysz, a powiem Ci kim jesteś,
jestem jednym z dzieci wychowanych w męce. 

Dziś, chciałbym więcej, chciałbym coś ponad,
niż kilka pestek zeszłorocznego winogrona.
Bo, patrząc na Ciebie dłonie mi się pocą,
kobieta, co morze łez wylewa późną nocą...
Gdy przegryzam cierń, mówię wam że to łakocie,
poznałem gorsze piekło leżąc przez pół życia w błocie.
Mijam codziennie tych co patrzyli na mnie z góry
karma w końcu wróciła, teraz oni to
szczury...




czwartek, 9 maja 2013

#7 Apogeum

1' - Podsumowanie.

Uzależniłem się od spacerowania po Cierniu. 

Ludzkie kroki… niszczą wszystko na swojej drodze, by osiągnąć cel. Obierają łatwiejszą ścieżkę, raniąc bliskich. Pytanie, czy chciałbym dojść do celu, by zniszczyć wszystko też na jej drodze? Jestem tylko… człowiekiem? Nie jestem człowiekiem. Kroczę po cierniach gołymi stopami... to nieludzkie. Jeśli jesteśmy karmieni szczęściem, to w tej chwili mam anoreksję.
Przyzwyczajając się do bólu, nie czując niczyjej obecności, prócz samotności, krzyczę. Krzyczę tak głośno, by echo zostało ze mną jak najdłużej, bym przynajmniej przez chwilę mógł się do kogoś przytulić, siedząc między półcieniem, a półmrokiem . 
To nie tak, że wpadam z nim w szał od natężenia tych decybeli... to cały krzyk świata milknie, gdy my szepczemy... 
Resztkę nienawiści ukryję w waszych uszach, zanim od jej nasycenia wasza serdeczność przestanie mieć swój udział. Zniszczyłem ostatnie lustro, tłamsząc w sobie antonim radości, by przyjemny gest odrodził się na nowo, ze zwielokrotnioną siłą powstał, niczym feniks z popiołów. Każdy z kumpli poleca mi się zachlać, pożegnać się ze wspomnieniami, ich rady są jak wskazówki botaników, którzy nie wiedza jak obchodzić się z kwiatami...
Wiem to, że jestem chory i nie interesują mnie diagnozy sąsiednich botaników. Jeśli oni są zdrowi, to ja chcę być chory i mieć tą schizofrenie, czy hipochondrię, czy inną apatię.
Dodatkowo, kiedy patrzę na dzisiejszą młodzież, życie staje się przykre, jeśli Bóg rozdawał ambicje, oni stali w kolejce przeciwnej. 
Nie oglądam się już na nich, wycieram tylko krew ze spojówek, ponieważ radość wykradła już cały smutek z mojego serca.
A ty? Zagraj mi proszę melodię, którą chcę teraz usłyszeć, by moje cierpienie mogło zasnąć, niczym strażnik Hadesu
. Orfeuszu.... ostrza twoimi dłońmi... mój układ nerwowy twoją lirą... zagrajmy wspólnie ostatnią melodię... czyli tą jedyną...

Przepraszam za moją postawę, dźwigam najcięższy plecak, pełny grzechów śmiertelnych, aż krew spływa mi po plecach, od nadmiaru tych tajemnic. Warto przynajmniej przez chwilę poczuć, że zrobiło się coś innego i coś więcej, niż cała reszta próżnych ludzi, którzy w głowach mają jedną myśl "naćpać, najebać i wrócić do domu..." potem płakać w  domu, że nic nie wyszło tak jak planowali i chyba wychodzę na hipokrytę, bo ostatnimi czasy robię podobnie, ale nie mówmy o tym, bo to smutne...



A wieczorem znowu wyjdę i poznam w barach, tępe sztuki co mnie znają tylko z opowiadań... 


niedziela, 5 maja 2013

#6 Ostatnia modlitwa





---Siedzę tu i walczę z życiem jak Klasyk z Romantykiem.---

Trzy dwadzieścia, to inaczej 23. Liczba z symboliką na wzór podobieństwa Boskiego, wzór idealności i doskonałości, osoby która dąży non stop do poprawy swojej osobowości, by zyskać perfekcyjną postawę własnego charakteru.







Nie mówcie mi, że wiecie czym jest cierpienie. Rozstając się z chłopakiem, który traktował was jako przedmiot, gdzie po chwili i tak znajdujecie następnego, czy wasze problemy codzienne, od których dostajecie depresji. Widocznie jesteście zbyt słabi, by zwalczać każdą porażkę i bronić się przed emocjonalnym dołkiem. Słabsi zawsze są pokarmem dla silnych. Żaden z was nie musiał oglądać drzew na których zamiast liści, wiszą bliscy ludzie, żaden z was nie budzi się codziennie z bólem, nie wiedząc, czy to dzisiaj skończy się jego życie, będąc w wieku dojrzewania. Ten ból jest niczym Serce, grające każdym tętnem na naszym losie, uderzając jak młot kolejno w każdy z kręgów kręgosłupa. Tak, jak w klawisze uderza wskazówkami, drobnostkowy Pianista purpurowych zegarów.

1' - Dębowy różaniec.

Grzebię w mojej głowie jak dziecko w pudełku zabawek, bo
wciąż myślę jak na stopach kolczaste druty, zamienić ponownie na wygodne buty...

Właśnie robię "podyplomówkę" z melancholii, posługując się synkretyzmem i semantyką. Faustyzm moim celem przewodnim. W akcie desperacji odmawiam moją ostatnią Modlitwę, w dłoniach dzierżę dębowy różaniec. To jest danse macabre czyt. ostatni taniec tego balu bezuczuciowych marionetek. Różaniec zaciskam tak mocno, aż miażdżę paciorki, a krucyfiks wbija się w moje ciało, naruszając harmonogram obiegu życia w moich zielonych, ludzkich światłowodach. Najszlachetniejsza ciecz zwana tuszem, wypływa z moich żył. Apatia moim Ojcem. Anhedonia moją Matką. Socjopatia do ludzi - nadzieją, by odzyskać równowagę umysłu. Krocząc pięciolinią banitów, niosę klucz muzyków. Klucz cały atramentem ocieka, gubiąc słowa tak często, aż powstaje liryczna rzeka.... Moje sumienie jest zbudowane z liter, więc z każdą kolejną kroplą, ulega degradacji. 

Policzki kobiet, którym starałem się kłamać w oczy jak każdy facet, by zyskać efekt zauroczenia, czy inną chemię, są czerwone, jak pierwszy Mak, który wręczyłem mojej Mamie kilkanaście lat temu. Nie chcę tak, choć może w ten sposób zdołam dotknąć ich uczuć i na prawdę coś poczuć, nie tylko na niby? Będąc szczerym i serdecznym facetem, w tych czasach nie mam szans na miłość. Po nocach mam sny o moich najbliższych, gdy obarczam ich nadzwyczajną obojętnością, a sądziłem że nie dotyczą mnie wszystkie przesądy ze skrajnością emocjonalną. Od czeluści żalu i nieprecyzyjności moich łez, każdy głucho-niemy krzyczy szeregami słów, słysząc mój szczery do bólu lament. To nie tak, że wpadamy w szał od natężenia tych decybeli... to cały krzyk świata milknie, gdy my szepczemy... Nie mam na imię frustrat, by łapać się alkoholu, czy szukać miłości pod względem chwilowego naporu serotoniny. Dostałem skrzypce od Nemezis, bym grał własną melodię, porywając światłocień do tańca. Mam zdecydować, kiedy smyczek chwycę, by grać dla przebiśniegów, istniejącej zimy w moim sercu. Orfeuszu.... ostrza twoimi dłońmi... mój układ nerwowy twoją lirą... zagrajmy wspólnie ostatnią melodię... czyli tą jedyną... Kurwa, wstyd mi... gdy przy osobach na których mi zależy, zazwyczaj ukazuję obraz siebie przeciwny... Edwardzie de Vere, powiedz czym jest synteza...? bo już sam nie wiem, wypisując własną krwią, słowa na papierze...  Synestezjo, proszę... powiedz im, że już dłużej nie dam rady, być odbiciem w jej.. źrenicach... W sumie co za różnica? kiedy połowa mojego życia jest spacerem nie po wrzosach, a po iglicach. Zazwyczaj.... niby nie chcę zabijać, więc czemu sam wbrew sobie!!! chwytam za wskazówki.... wbijając je w tarczę czasu... To obłęd... będąc ostatnim romantykiem zanikającym w płomieniach, zamiast dostać trochę Miłości, została mi blizna na przestrzał... po pocałunku... od... Cierpienia.......



 Nie zostało już nic, prócz wspomnianego wcześniej "origami". Nie ma już bliskich przy mnie, jedynym moim Bies-em, którego trzymając na smyczy, wciąż nie mogę okiełznać, są emocje. Boże jeśli pisałeś moją biografię, to czemu poskreślałeś te najlepsze linijki? Mówią, jak Kuba Bogu , tak Bóg Kubie. Od kiedy to Kuba jest równy Bogu? Chyba się gubię... Dlaczego jedynym wyjściem okazała się gra w rosyjską ruletkę z przeznaczeniem, gdzie stawką jest moja wyobraźnia? Czy ktoś kiedyś wygrał z przeznaczeniem!?  Boże, karmisz nas czarnym chlebem, nieprawdziwe okazały się wszystkie Bajki o Miłości i Eternii. Już nawet dla Ciebie zabrakło miejsca w niebie. Królestwo niebieskie jest przepełnione twarzami szyderców. A ja?- Nie wiem co się stało ze mną, gdy zaczynam żyć mocniej dzięki temu, co zostawiło mi tylko ból. Obraz dawno przestał być moim zarysem zdarzeń. Mierzę czas, jakby ktoś wbił mi gwóźdź w ślepia z zawiści. Słuchem śledzę wskazówkę, odliczając ostatnie sekundy,  niczym chrześcijanin przy modlitwie paciorki różańca... Krążąc palcem po krawędzi szklanki, oddaję wam własne myśli w pełni iluminacji, siedzę zapatrzony w Orion z zachwytem i goryczą na ustach, tworzę melodię upadłych muzyków, witając się po raz ostatni z odbiciem lustra. Czekam na ostatni raz, gdy będę mógł przejść obok twoich ust, by za pomocą szczerych słów, spić z nich cały dreszcz zrażeń. Tak, byśmy na co dzień z losu potrawę, mogli posypywać szczyptą radosnych wrażeń. Choćbyś rozłożyła przede mną wachlarz szkarłatnych uczuć, to nie wiedziałbym co w tej chwili czuję. Chciałbym, by ktoś zdjął smutek z moich powiek... nie ma chętnych? Mam swoje epicentrum westchnień, a nim cały świat i wszystkie błękitne ptaki na niebie, lecz dla mnie nie ma to wszystko wartości, skoro w tej enklawie nie ma już Ciebie. Mówią, "tego kwiatu jest pół światu", tak powtarza mi każdy facet, pewnie dlatego każdy z nich, jest o stumilowy krok, od spełnienia swoich marzeń. Każdy z nich zaleca mi Palimpsest, tak jakby byli lekarzami, ich rady są jak wskazówki od botaników, którzy nie wiedzą jak obchodzić się z kwiatami...to chore. Wszystko czego pragnąłem, mogę dziś posypać popiołem, to "wszystko" było drażliwe, jak łączenie antybiotyków z alkoholem. Zbyt duży dla mnie ten ciężar, by go sumieniem nieść, lecz można nagiąć rzeczywistość i nawet z prochu, wieżowiec dla ludzkich serc wznieść. Nawet jeśli zamiast dobrych relacji między nami zostanie Weneckie Lustro, gdzie przejrzystość jest zależna od gęstości mgły naszych spojrzeń, która zbędnie osiada na szkle, jak cholesterol na naczyniach krwionośnych mojego dziadka. Demon moich łez zabił tą, co ostatnia umiera, po czym skonał jak bezpański pies. Bo ja to wiem i Ty też to bardzo dobrze wiesz, przez obrazy z przeszłości w twojej głowie, twoje serce jest jak ściernisko, wilgotne od rozpaczliwych łez.

Całe moje życie sprowadzam ponownie do asymptoty, tłamsząc amok.
Zrywam ścięgna z moich rąk jak struny, bo nie chcę nikogo już ranić, broniąc własnej dumy. Sznuruję nimi własne usta, by zachować równowagę w  ludzkim ciele i raz na zawsze zacisnąć moje wargi, kończąc ostatnią modlitwę, w moim prywatnym kościele. Znalazłem ostatni już tego smutku kamień, który z rozsądku powinienem rzucić na szaniec. Znając życie, rzucając nim pewnie trafiłbym w Euforię, bawiącą się w moim kwiecistym ogrodzie z Chandra.
Pozostaje mi sczeznąć, bo życie mi pęka jak moje torebki stawowe, lecz to nie jest kłopotem...

To problem ma za nami problem, że mu problem stworzyliśmy, ukrywając wspólnie Ostatnią Iskrę Pośród Zgliszczy. Wyrzucam z moich intencji, w twoim kierunku, ostatnią szczerą kartę: 

Wypada walet kier.

  Evivva l'arte...


Proszę, Boże... po raz ostatni podaj mi rękę...



Każdy jeden chce być samotny, a po nocach, przytula się z nostalgią... 
Egzystencjalizm w tym obrazie moją ulubioną farbą...


-------- 
Twój oddech niczym perfum, maskujący smród mojego gnijącego serca--------


---------\\\\\---------

Na koniec mam dla was kawałek mojego znajomego, którego życie też nie rozpieszcza.
Zdrowia Stary.




poniedziałek, 8 kwietnia 2013

#5 Pierwsze rozdanie.

2' - Dzika karta.


---Siedzę tu i walczę z życiem jak Romantyk z Klasykiem.---

Bardzo Dziwny ze mnie człowiek. Empiryk i Racjonalista to dwójka moich bliźnich. Wiele chęci do życia we mnie, jak szczerych intencji w hipokryzji.  Nie stoję pośród ludzi, którzy chcą kreować własne życie, każdy jeden się zatraca, gdy życie kusi ich plastikiem. Nie pamiętam już tych ludzi, pamiętam ich zachowania, za serdeczność mam dla nich bukiet z odwzajemnieniem ich traktowania. Spalam więź z każdym, kto we mnie widzi tylko element pożądania. Moje życie to hydraulika przy której pękają zawory, gdybyś mieszkał tu gdzie mieszkam to nauczyłbyś się pokory. 
Umieram po raz kolejny. Z tej okazji mam jedno życzenie. Chciałbym byś permanentnie zakończyła moje istnienie. Moje życzenie jest szczere, jest wyszarpane z serca, bo zbyt wielu przy mnie ludzi o ksywie "uczuć morderca". Wyciągam emocje do pierwiastka ostatniego, gdy mówisz "nic śmiesznego", ja się śmieję do upadłego. Adekwatnie do tego, mam zaburzenia w obwodzie mojej głowy, wszystko przestaje działać poprawnie, jakby popłynął prąd zwarciowy.
To wszystko dlatego że popełniłem błędy, każdy jeden był jak żyletka włożona do mojej gęby.  Najchętniej bym zlinczował się za nie, byłem zbyt naiwny pomyliłem wsparcie z zaufaniem. Jeśli jesteśmy karmieni szczęściem to w tej chwili mam anoreksję. Jeśli miłość to życie, to właśnie miałem zawał na serce. Dodatkowo kiedy patrzę na dzisiejszą młodzież, życie staje się przykre, jeśli Bóg rozdawał ambicje oni stali w kolejce przeciwnej. Taki ze mnie matematyk, a sam wbrew sobie tworzę dowody apagogiczne. Czas pokazał że nie ma miłości na tym świecie, obraz płaczącej kobiety na twarzy z uśmiechem mówiącej, że nic nie czuje, czujecie? Więc albo ktoś mi wmawia że jestem socjopatą albo to ludzie zgłupieli, gdy krzyczę do nich "uczucia", odpowiadają że nie słyszeli. 
To wspaniałe, gdy z powodu moich liter kobieta zaczęła kwilić, choćby z jej policzków  w odstępach sekundowych na ziemie jak deszcz kapały łzy... czuję tylko jedno.... czuję że dziś to obojętne mi.

"Jak mnie spotkasz wierz mi, obojętne mi, czy w dresie, czy w zwykłych spodniach jesteś bo....Ważne że jesteś i chuj."

środa, 3 kwietnia 2013

#4 Sceptycyzm Filozoficzny

1' - Czarny "Kot" 

Przestałem liczyć dni w kalendarzu, bo matematyka wyższa stała mi się obca( to dziwne nie?jak to? dlaczego?) te pytania nie miały końca. Była obca niczym skrucha dla ludzi, którzy podawali mi na platynowej tacy kłamstwo ozdobione uśmiechem. Przestałem analizować jej litery miesiąc temu, gdy dowiedziałem się że słowa, które wypowiadała z idealną perswazją nie były prawdziwe, tak jak miłość w naszych czasach. Miłość w naszych czasach nie jest budowana na poświęceniu, lecz na zauroczeniu czy indywidualnym egoistycznym upodobaniu, która szybko burzy się z braku szczerego fundamentu, a może im nikt nie powiedział jak  kochać?. Przez to wszystko zacząłem sobie wmawiać, że jej obraz jest gorzki, niczym najszczersza prawda, niczym rodzeństwo skaczące sobie wzajemnie do gardła, niczym Syn który wspomina z dzieciństwa swojego Ojca, nadając mu wcielenie diabła. Chciałem zdmuchnąć kurz z mojego Serca, nim dopadnie mnie tak jak wszystkich czas czyt. Morderca.
Mimo że, wiem o niej mniej, niż o setce innych istot, to moje uczucia były przy niej jak Gal(metal), który topnieje w dłoniach od ludzkiego ciepła.
Rewolwer w mojej dłoni płacze dźwiękiem, wypluwając niemym krzykiem kulę prosto w serce, jedynie na co mam ochotę, to powiedzieć "Siema Werter...", może nawet utożsamić się z Goebbelsem!
Moja dusza została wprawiona w epilepsję.
Proszę tylko o jeden strzał więcej, tak by na ścianach rozprysnęło się kompletnie ze smutkiem moje szczęście...     Cena Empatii.
Strzał wymierzony tak celnie, że Pollock patrząc na ten sześcian ucieszyłby swoje serce...
Moje serce krwawi jakby głaskane przez żyletkę, tylko dlatego, że ta cała gra była zabawą w rosyjska ruletkę, w której miałem szczęście jakby Czarny "kot" przeszedł moją do Edenu ścieżkę...

"Są ludzie za którymi pobiegłbym w ogień, jeśli spytasz czy mówię o tobie, to nie odpowiem..."

2' - "Schizofrenia"

Przyjemnie jest czasem usłyszeć "co słychać?" i to nie jest tak że nie chcę już radością odpisać, po prostu najwyższą wartość mają dla mnie ludzie, którzy potrafią pokochać moją osobę znając mnie tylko jako melancholika.
Dla ludzi którym nie pokazałem jeszcze, czym jest prawdziwa "optymistyka".
Dla ludzi którzy uszanowali mój syndrom hipochondryka.
Dla ludzi którzy mieli problem, by to zaakceptować, nie potrafię oddychać.
Dla ludzi których nie odstraszy moje cierpienie, mam sakwę serdeczności, która niektórych wprawia w uzależnienie.
Niesmak zostanie niczym piasek w zębach, podczas przegryzania ostatnich kęsów niepowodzeń, utkanych w zieloną nić, wchodzącą między szkliwo, a dziąsło...niszcząc w mojej duszy, to co do życia nam tak bardzo potrzebne.
To zbędne dla Maestra losu, jak przester w momencie, gdy wchodzi Werbel.
Jeśli istnieje moje Alter ego, to jest najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
Jeśli istnieje świat do mojego równoległy, to właśnie stał się przeszczęśliwy i pełen werwy.
Jeśli widział ktoś z was mnie płaczącego, to mam nadzieje że dojrzeliście do docenienia tego.
Jeśli chciałabyś w słowa ubrać obraz mojej smutnej gęby, to wyobraź sobie jakby świata kucharz piekielny,
bez przerwy dosypywał do swojego kotła pełnego cierpienia, pojedynczo moje nerwy.
Chciałbym moje 21 gram odciągnąć od tego cierpienia. Rzuć we mnie pierwszy kamień, jeśli widzisz że ból mnie negatywnie zmienia. --Kulminacyjna Schizofrenia-- , dobrze że nie perwersja.
Wiem, że moim zachowaniem mogłem przestraszyć nie jedną osobę, ale szukałem plastra, by zatamować wylew zmartwienia i trwogę...
Gdy ktoś z was mnie zapyta czemu płaczę w kolejnym wpisie, jeśli wam nie ufam pełnej odpowiedzi nie usłyszycie... W ostatnim miesiącu chyba narobiłem Ci konkurencji Panie Chinaski?
Dobrze że między nami nie doszło ostatnio do dłuższej wymiany słów, gdyby mnie o to zapytała powiedziałbym jej to znów. Zresztą szkoda czasu, temat bolesny jak igieł rzeka, "bo ja nadal chyba jakby na coś czekam..."

piątek, 29 marca 2013

#3 Peregrynacja

1'  - Ucieczka...

  Kapu Kap.... Krople o parapet,  krople o podłogę, krople na papier...

Każda kropla kapiąca z moich powiek jest jak tusz. Tusz w którym zanurzam rzęsy niczym pióro i piszę ostatnią wiadomość nim moje stopy przekroczą granicę półcienia i wkroczą w półmrok, rzucając moje westchnienia pod pociąg... Zanim konstelacje gwiazd wezmą w tej historii udział, zakończę swoje rękodzieło w ostatnich pijanych ruchach.  Resztę nienawiści ukryję w waszych uszach, zanim od jej nasycenia wasza serdeczność przestanie mieć swój udział. Czas ratować drobne czasu chwile, odejść i nie powiedzieć nic nikomu. Zostawić kilka czarnych kartek i ślady wilgotnych stóp na parkiecie w domu. To nie jest tak że wszystko mi przeszkadza, ja tylko udaję że noc nie jest mi straszna, gdy ukrywam się w cieniu. Zostawię ambiwalentne smaki afektów na waszych ustach odbite przez kalkę... z nikim nie byłem aż tak blisko, by z szacunku dotykać go bezpośrednio. Spalę więzi mimo że się liczą strasznie. Oddam wszystko w wasze ręce i nie powiem o tym nikomu, oddam co tylko można wszystkim najbliższym, nie zdradzając im moich zamiarów. Chłód przytula moje ciało, staram się zagryzać wargi by się ogrzać. Mam nadzieję tylko, że ten fakt nie będzie dla nikogo strzałem w potylicę... spowolniony oddech, rozszerzają się wasze źrenice. Odejdę tam gdzie nie chodzi nawet Bóg. Przepraszam za moją postawę, dźwigam najcięższy plecak pełny grzechów śmiertelnych, aż krew spływa mi po plecach od nadmiaru tych tajemnic. Dolina wygnanych, lecz wiem że tam będę miał świat mój, a tobie zostawię twój, który tak kochasz beztrosko. Boże, daj mi wiarę bym mój dom zbudował na granicie i z każdym porankiem budził się w jej włosach o świcie. Wyruszę by nauczyć się kochać samotność. Muszę stać się klasykiem, zamknąć się w swojej skorupie niczym żółw i nie dopuszczać nikogo, kto chciałby wprowadzić jakiekolwiek zmiany. Wprowadzić w moje życie kilka odcieni Rembrandta, bo koniec końców jakiś sens powstać musi. Ostatnie sekundy kroczę przed siebie dźwigając powieki kilka minut po północy, nim spalę wszystkie nasze zdjęcia w mojej głowie za pan brat z nieświadomością. Może przez chwilę uzyskam zaćmienie poszczególnych przykrych momentów. Zniszczę ostatnie lustro, tłamsząc w sobie antonim radości, by przyjemny gest odrodził się na nowo ze zwielokrotnioną siłą, niczym feniks z popiołów.
Nieważne, będę szedł aż popękają mi stopy od nadmiernego myślenia , idąc po trupach jak po skałach solnych...

 Nie powiem nic, gdy będę miał odejść. Nie szepnę wam nic.

Zostawię tylko uśmiech przez łzy...  
   



                              

       

poniedziałek, 18 marca 2013

#2 Przebudzenie


1'  - Zamykam Oczy

Między nami pada deszcz. Deszcz strugą szczelną niczym folia. Rozbryzgując się o podłoże, zmywa cały żal ze mnie i całe poczucie winy z ciebie. Mokniesz razem ze mną... każda kropla kapiąca na nas to kropla euforii która wsiąka w moje szorstkie i Twoje delikatne ciało. Czuje różnice, odrzucam więc niepewność, bo co bym zyskał żyjąc w niepewności prócz ciągłego strachu przynoszącego smutek który jest moim uśmiechem pozgniatanym w origami. Stawiałem często kropkę nad "i" , stawiałem by się nie pomylić ale co za różnica skoro znów mogę powiedzieć "Siema Fatum". Składasz razem środkowy palec oraz kciuk, naciskając na nie z wielką siłą w przeciwnym kierunku. Wydają dźwięk <pstryk>. Obudziłem się. Ty odchodzisz każdym swoim krokiem zmieniając kolor tej rzeczywistości na mieszane odcienie żółci fioletu szarości oraz błękitu.... Nadajesz wszystkiemu barwę jakbyś była dotknięta przez bóstwo, niczym Midas, nadawał wszystkiemu barwę złota. Ty odchodzisz, przychodzi Hipotermia... odchodzi deszcz, przychodzi słońce oraz zachwyt serca. Serca w którym Radość skradła już cały smutek.... Ponownie zaczynam płynąć pod prąd wiedząc że tłum będzie chciał mnie wypchnąć z obiegu... Różnica potencjałów... warto przynajmniej przez chwilę poczuć, że zrobiło się coś innego i coś więcej niż cała reszta próżnych ludzi którzy w głowach mają jedną myśl "naćpać, najebać i wrócić do domu..."


                             "Balans na równoważni - Smutek i Szczęście."