Bij młotem w moje serce, z kamienia stwórz diament...
niedziela, 30 marca 2014
#22 Nienawiść
Myślałem że to ze mną jest coś nie tak, ale rozmowa ze starszą Panią rozjaśniła mi umysł i teraz wiem, że wystarczy robić swoje i zbytnio się nie angażować. Wiem, że takie błędy które popełniam na co dzień są nieznaczące, tylko kobiety je wyolbrzymiają, bo chcą wyidealizowanego pantoflarza.
"
Ja: A ile ona ma lat?
- 32 niedługo.
Ja: to dlaczego taka ładna i tak bardzo sympatyczna dziewczyna jest sama?
- Bo widzisz, to jest tak, że dziewczyna miała kiedyś chłopaka z którym była 3 lata, później jemu uruchomił się charakterek i coś zaczął cudować. Rozstali się, on do niej wypisywał często ale ona już miała dosyć. Zraziła się do facetów, nie ufała żadnemu, mimo że napotkała wielu dobrych.
Ja: Czyli Ona chce być sama?
- Nie, to nie jest tak. Wcześniej miała pstro w głowie ale teraz Ona chciałaby mieć przy sobie kogoś kochającego. Teraz sama pluje sobie w brodę że nie dała jednemu z nich szansy.
Ja: Ale nadal czegoś nie rozumiem, zraziła się do facetów przez co nie chciała być z nikim, a teraz jedyne czego pragnie to mieć kochającego faceta?
- Bo widzisz, sama mi to powiedziała "Ja to byłam głupia jak byłam młoda. Chciałam romantyka który będzie za mną biegał kupował kwiaty i dawał prezenty, a najlepiej aby wyglądał jak Leonardo DiCaprio, teraz gdyby jakiś się trafił to sama bym do niego jeździła."
Ja: Czyli żałuje tego, tzn dojrzałą że miłość to nie kwiaty, to nie prezenty, to nie ładna twarz i mięśnie u faceta którymi można zabłysnąć przed koleżankami.
- To tak jest. Moja córka też była głupia. Jak była na studiach mówiłam jej "szukaj sobie chłopa". Ona odpowiadała "Mamo po co mi facet, nie mam czasu. Muszę się uczyć i pracować" Teraz ma 35 lat i jest sama. Też chciałaby mieć kogoś, obok kogo mogłaby się budzić ale widzisz tak jak powiedziała Ona "Dziewczyny teraz to głupie są". Każda zrozumie to, gdy skończy studia i zacznie prowadzić własne życie.
Ja: Wie pani co, mi to się wydaje że chyba za stary jestem na dziewczyny które są w moim wieku. One jeszcze nie wiedzą o co w tym całym życiu chodzi, no czasem jakaś dojrzała się trafi ale to taka która mocno dostała od życia po dupie, wtedy z taką mam o czym rozmawiać.
- No, bo one to myślą że przyjaciółki całe życie będą, że wiecznie będą młode i będą bawiły się w klubach czy gdzie tam, a tu przyjaciółki wszystkie znalazły se chłopów, mają dzieci, dom, rodzinę. Przyjaciółki później nie mają dla siebie czasu, zajmują się domem. Teraz ona chodzi tylko do pracy, ogląda telewizję i czasem wyjdzie sama na miasto. Jest samotna i ma 32 lata. Kobieta im starsza tym gorzej by znalazła sobie kogoś, każdy woli młodsze."
Jest piękny dzień, nic samo nie przyszło, a ja siedzę w domu i opiewam świat nienawiścią...
To już ponad rok od kiedy założyłem bloga. Najtrudniej jest zacząć pisać nowy wpis, później jakoś to idzie. To już mój 22 więc piszę go z bólem, a następny zakończy całość. Będzie miał nr 23 czyli adres bloga.
Chciałem aby emocje mnie rozerwały, kiedyś o tym marzyłem. Chciałem spotkać kogoś i zalać go lawiną emocji, uczuć, dobroci. Pokazać że jestem kimś tak dobrym, że szansa na spotkanie drugiego takiego faceta wynosi poniżej kilku procent. Pokazałem... Ludzie nie lubią gdy ktoś im się naprzykrza, więc przestaję być najlepszym człowiekiem na świecie, przestaję pytać "co u Ciebie?", to co u ciebie? - hipokryta... przestaję robić wszystko ponad zakres bycia znajomym, zostaje tylko bezuczuciowe spojrzenie na ulicy i nic nie znaczące słowo "cześć" , cześć poznamy się? ale najpierw skreślę Cię z mojego życia 5 razy. Taki rodzaj socjopatii. Kobiety zawsze mówiły że chcą romantyka, który pisze wiersze i zaskakuje super niespodziankami, a najlepiej aby był wysportowany że łojej. Hej dziewczyny o to jestem. Byłem najlepszym romantykiem w tym mieście, który potrafił sprawić że uśmiechały się choć na chwilę w trakcie ich najgorszych chwil w życiu. Mimo wszystko, nadal mają setki kolejnych wymagań i przeciwwskazań. Za moją troskę i serdeczność nie chciałem nic w zamian, a dostałem serdeczne "spierdalaj". Mówią "braci się nie traci" to chyba gdzieś popełniłem błąd tracąc zaufanie do nich, albo to oni popełnili błąd?. Straciłem kompletnie w piątek 28 marca. Tego samego dnia jeden z wrogów wyciągnął do mnie rękę i zapytał "czy między nami pokój?". Szanuję ludzi którzy mają tyle odwagi by wyjść z własną inicjatywą. Dlatego zakopałem topór. Zapomniałem o całej sprawie i nienawiści do niego. Więc stare słowa "w naturze nic nie ginie" są prawdą. Straciłem jedną osobę, a tego samego dnia zyskałem inną.
Nienawidzę gdy ludzie mi coś wypominają, że mi pomogli i że ja mam też im pomóc z tego powodu. Pomagam bezinteresownie, jeśli jestem w stanie to pomogę. Nie chcę pomagać komuś kto chce coś w zamian. Nie pomagam kłamcom, nienawidzę kłamstw. Nienawidzę gdy ludzie widzą tylko moje błędy nie widząc swoich. Widzą to co zrobiłem raz źle, nie widzą tego że oni zrobili to samo źle dwadzieścia razy. Nie widzą jak wiele razy wybaczyłem im, mimo iż zachowali się nie w porządku. Widzą to, że ja zachowałem się źle i żywią do mnie urazę. Nienawidzę ludzi. Kocham tylko bliskich, ponieważ oni nie posiadają ludzkich cech. Mam niemalże 22 lata. Wyrobiłem sobie już taki tok rozumowania w głowie, że aby go zmienić musielibyście mnie zabić. Mówią "przez trudy do gwiazd". Ludzie nie widzieli moich trudów. Widzą tylko teraz że wyglądam jak bogaty synek rodziców. Nie wiedzą że rodzice nie mieli ani złotówki by dać mi na sok w dzieciństwie. Nie wiedzą że wszystko co zdobyłem i mam aktualnie, zdobyłem własnymi rękoma. Nienawidzę ich wszystkich za to, oceniają wzrokowo na podstawie aktualnej pozycji. Powiedziałbym im jak bardzo ich nienawidzę ale nie ma sensu krzyczeć, ponieważ tam na dole mnie nie usłyszą. Pokazałbym jak daleko zaszedłem ale są zbyt leniwi by unieść głowę do góry i spojrzeć na mnie. Myślicie teraz pewnie że wywyższam się? Powiem wam, tak właśnie to zrobiłem - wywyższam się. Ludzie są próżni, chcą tylko dostawać a sami nic nie dają od siebie. Jestem zbyt dobry dla bliskich, dlatego mnie nie szanują. Zaczynam być lekko obojętny. Ludzie składają mi obietnice, później nie dotrzymują słowa. To jest mój wyznacznik wartości człowieka. Trzy rzeczy po których oceniam innych ludzi. Czas który potrafią poświęcić dla mnie, słowność, szczerość bez pobocznych kłamstw. Możesz mieć rude włosy, skośne oczy i być żydem. Dla mnie jesteś kimś dobrym jeśli spełniasz te 3 cechy. Możecie mówić że jestem dziwny, że skreślam kogoś po jednym błędzie. Pamiętaj że są ludzie których znam kilkanaście lat i jeszcze ich nie skreśliłem, przypadek? Tata mnie nauczył że nie podnosi się ręki na rodzeństwo. Kiedyś tego nie rozumiałem, teraz wiem że gdyby ktoś skrzywdził mi siostrę czy brata, to zabiłbym jak robactwo. Dlatego tak bardzo jestem wyczulony na jakąkolwiek przemoc w rodzinie. Nienawidzę wszystkich którzy nie potrafią doceniać drobnych spraw. Nienawidzę stolicy, zdemoralizowane miasto. Łatwiej tam przelecieć studentkę, niż zaliczyć egzamin na prywatnej uczelni. Nie jara mnie nic bardziej, niż porządna dziewczyna która się szanuje. Mówią "Warszawsianki" - "raz każdemu może się zdarzyć, to że przespałam się raz z kimś nie znaczy że się puszczam." idąc ich tokiem myślenia zdradzić czy zabić też można raz i nic to nie zmieni w naszym życiu. Nienawidzę facetów którzy bawią się kobietami, przez nich moje siostry cierpią. Tacy ludzie szargają imię mojej płci, lecz co poradzisz chwast zawsze musi rosnąć między pięknymi bratkami. Najchętniej zapłakałbym nad całym tym światem, gdybym jeszcze umiał płakać...
Mówią "nic dwa razy się nie zdarza", to patrz jak ponownie upadam by się podnieść. Raz mróz, raz deszcz, czasem zawieje wiatr w plecy ale to nic nie zmienia przy tak szerokim pasmie bagatelizacji życiowych szans. Chciałoby się wyjść na dwór po schodowej klatce i wykrzyczeć wszystkim "siema!", tylko zawsze ktoś musi przywiązać żyłkę na schodach do barierki byś z tej radości wybił sobie zęby. Jesteś brzydki, gardzą tobą. Jesteś ładna? są mili w twarz za plecami gardzą tobą. Jesteś szczery i miły? twierdzą że robisz to w jakimś celu i gardzą tobą. Jesteś chamem? po prostu gardzą. Bez różnicy kimkolwiek byś był i tak jesteś gorszy od nich. Nieważne czy zdobyłeś więcej czy może w życiu osiągnąłeś mniej, nigdy nie będziesz lepszy od nich. Więc usiądź ze mną i patrz jak zdrapałem szron z moich policzków i wrzuciłem go do dwóch szklanek, czekam aż ktoś wypije ze mną tę gorycz do dna. Napijesz się ze mną?
czwartek, 20 lutego 2014
#21 Nie ma rzeczy niemożliwych
Wielu z was pewnie zastanawia się czy to wszystko co piszę jest szczere?
Bo dla niektórych czasem jest zbyt idealne, a czasem zbyt melancholijne niczym ze smutnego filmu.
Odpowiem wam tak: nieszczery jestem na co dzień dla ludzi których nienawidzę by uniknąć z nimi rozmowy, mimo iż jestem mega przemiły dla wszystkich. Bliskim zawsze szczerze wygarniam to co trzeba. Czytacie moje posty, nawet jeśli nie komentujecie to wciąż czytacie, czyli względnie interesujecie się moją osobą, dla mnie to wystarczy by nazwać was kimś bliskim. Szczerze nie interesuje mnie czy w to wierzycie czy też nie, ja tylko piszę, a ile wy wyniesiecie z tych wierszy o własnych siłach, zależy tylko i wyłącznie od was.
Moje życie układa się zbyt dobrze, aż nie wiem czy się cieszyć, czy mieć wyrzuty sumienia.
Mój Tata śmieje się mówiąc o życiowej ironii. Mój brat posiadając tytuł mgr inż. kładzie kable w Kielcach, niczym zwykły pracownik fizyczny. Ja choć jestem dopiero na drugim roku studiów dostałem w pracy stanowisko inżynierskie. Nie bój się brat, jak wejdę na szczyt podam Ci rękę byś mógł wdrapać się po moich plecach. Każdy mój plan spełnił się, więc proszę nie powtarzaj mi Alicjo że planowanie się nie opłaca, bo wiem że sama ostatnio rozmyślasz mocno nad swoim życiem. Zastanawiasz się, czy wybrałaś dobrą drogę. Każda droga jest dobra, jeśli jesteś w stanie z niej zawrócić, by wybrać ponownie. Stracony czas? ile go straciłaś 3 lata? czym są 3 lata w porównaniu z pozostałymi 60-oma które nam zostały.
Siostra nie mówi że jak będę potrzebował porozmawiać to mogę na nią liczyć, siostra pyta mnie co jakiś czas czy wszystko w porządku u mnie i że powinniśmy porozmawiać nawet jeśli twierdzimy że nic nam nie dolega. Jak się później okazuje jednak coś nas gryzie.
Dzwonię do siostry czy wychodzi w nocy pojeździć autem. Mówi "spoko, wpadaj". Jeździmy po mieście choć jest zima to wywalamy łokcie za okno. Obżeramy się tym co nie zdrowe, śpiewamy na głos kawałki happysadu aż zedrzemy gardła. Niby takie nic ale sprawia nam to większą radość niż plik pieniędzy od babci na święta. Tak się zastanawiam, że chyba jestem szczęśliwy. Spędzam miło czas z siostrą, mam dobrą pracę, jestem prymusem na najlepszej polskiej uczelni. W wieku 21 lat spełniłem swoje marzenia. Po co mi dziewczyna która będzie mówiła że mnie kocha jednocześnie myśląc o innym facecie skoro mam kochającą mnie siostrę, z którą mogę miło spędzać czas? Mimo wszystko fajnie byłoby przejść z kimś razem to życie, nawet gdybyśmy mieli je przejść nie ruszając się z miejsca. Kobiety he.. gdy zapraszam je na spacer, myślą że chcę od razu z nimi być. Nieważne czy są z Warszawy czy z mojego miasta. Każda ma te same bzdury w głowie, gdyby mnie znały wiedziałyby, że jestem zbyt ostrożny by związać się z kimś w okresie krótszym niż rok. Jeśli mówię jakiejś że mi się podoba, to znaczy tyle co nic, mówię to każdej kobiecie, przy której czuję że mogę tak powiedzieć. Podobać się może 100 kobiet ale i tak tylko z jedną chciałbym być. Kobiety, żadna z nich nie chce być ze mną gdy upadam. Siostry są ze mną nawet, gdy już opadłem na dno. Dlatego tak mocno wyróżniam je na tle reszty społeczeństwa, gdy podnoszę się z gleby. Kobiety... nie mam ochoty z nimi gadać, pogadam z nimi chętnie dopiero gdy zrozumieją czym w życiu jest efektywność, a czym efektowność i które z tych dwóch jest istotne.
Mówią diabeł nigdy nie śpi, a ty pytasz dlaczego chodzę niewyspany ?
Więc jeśli chcesz tak bardzo po moim życiu chodzić, proponuję najpierw wykupić łódź na tą powódź.
Nie wiem po co ponownie mnie przepraszasz, skoro i tak wiem że rzucisz we mnie kamieniem.
Wasze marzenia? Marzenia gdzieś upadły gdy chowały się przed deszczem. Marzenia? wielu z nas je rzuca kończąc dwudziestkę. Tu każdy martwi się tylko o siebie. Robi tylko to co robić wypada, by nie upaść w oczach swoich rówieśników, a później jest Ci smutno i choć jesteś w mieszkaniu to nie wiesz jak znaleźć drogę do domu. Twoje serce łamie się w pół, płaczesz matce dwa razy w tygodniu do telefonu. Z takim podejściem nigdy nie zrozumiesz osoby która codziennie chodzi na cmentarz by zanieść kwiaty i zapalić znicz. Tak też nigdy nie zrozumiesz mnie... jesteś za słaby , nawet jeśli twoje ciało przykrywa wyboista góra mięśni. Mówisz że mogę na Ciebie liczyć i gdybym potrzebował pomocy to mam śmiało odzywać się. Potrzebuję pomocy, a ty łamiesz obietnicę? Mówię rób jak uważasz. Jak kiedyś przyjdziesz do mnie, zrobię też jak uważam. Nie wiem czy Cię przygarnę, nie wiem czy Cię odrzucę, może tej chwili nie dożyje, emocje trzymam pod kluczem. Zrobię po prostu tak by było dobrze. Ludzie twierdzą że są smutni, samotność ich przygniata, brak bliskich, brak perspektyw oraz problemy ze szkołą, czy pracą. Myślę że każdy z nich jest kompletnym debilem, nawet jeśli ich IQ jest wyższe od mojego. Jeśli myślisz że jesteś nieszczęśliwa lub nieszczęśliwy, idź do szpitala. Pamiętasz jak pisałem w poprzednim wpisie że były chłopak mojej znajomej grozi śmiercią? W szpitalu znajdziesz tę dziewczynę, znajdziesz tam młodą Gosię, którą tydzień temu jej były chłopak chciał zabić. Ma zmiażdżoną nogę, a ty martwisz się czy ten przystojny facet poprosi cię do tańca na imprezie? Ma zerwane mięśnie ze skórą z łydki czeka na przeszczep skóry z wykorzystanie skóry z drugiej nogi, a ty martwisz się jaką kupić sukienkę na imprezę by podkreślić linię swoich nóg? Nie miała jeszcze operacji, więc nie wiadomo czy będzie mogła chodzić, a tobie ciężko jest iść przed siebie by walczyć o marzenia. Myślicie że jesteście smutni ? Ludzie nie potrafią ciszyć się z prostych gestów, jeśli raz a porządnie nie dostaną po pysku, mimo tego wszystkiego widzę że ocena przychodzi wam bardzo łatwo, idź spójrz w jej oczy i zapytaj o jej marzenia...
Nic Cię nie zaboli ale przynajmniej poczujesz coś dziwnego patrząc jak bezsilność zjada człowieka.
Nigdy nie życzę ludziom szczęścia, życzę im zdrowia. Człowiek zdrowy może dokonać wszystkiego, może zdobyć szczęście osobiście i całe bogactwo świata. Człowiek bez zdrowia może jedynie czekać na zakończenie, choć nie do końca jest to rozwiązaniem... jak już mówiłem kiedyś, wszystko można stworzyć jeśli tylko bardzo się tego chce. Wystarczy mocno wierzyć i się starać. Twierdzisz że to bzdury ? Chętnie wyjdę z każdym z was na piwo, kawę, herbatę czy łiskacza, by opowiedzieć wam o moim życiu. Zobaczylibyście polskiego Slumdoga, który startował z dna, a teraz jest tutaj.
Życie to kurz, gdy upadło w nim wzruszenie,
Każda prosta sprawa, nadaje mu znaczenie,
Doceniamy gdy tracimy i sprzed oczu nam coś znika,
Dzisiejsza kartka, może być ostatnią z pamiętnika.
piątek, 24 stycznia 2014
#20 Depresja.
"Dobrze że nie wiesz co u mnie, bo pękłoby Ci serce" zapewne już jest pęknięte, więc uchylę Ci nieco drzwi, byś mogła zajrzeć do mojego.
1.
Od dzieciństwa zawsze miałem pod górkę, nawet teraz gdy walczę o miłość, czuję jakby szatan trzymał dwururkę przy mojej skroni. Moje koleżanki zawsze marszczyły czoło i pytały dlaczego słucham rapu, do czasu... gdy miłość zatopiła ich delikatne serca w rzece kwasu, która miała być ich spełnieniem. Teraz powtarzają słowo "więcej!! więcej!", jak nieletni narkomani na moim osiedlu. Każda z nich otoczyła się murem, którego nie można przebić, nikt nawet nie próbuje się podkopać, by objąć te zmarznięte serca ciepłą dłonią. Nawet jeśli ktoś próbuje to zostaje przestrzelony, może w taki sposób dokonują dokładnej selekcji w wyborze kolejnego? bo wątpię że każda z nich chciałaby być samotna. Props dla Marty, która się odważyła i dokonała wyboru z którego jest szczęśliwa, mimo tego że była na skraju załamania emocjonalnego. Płakała przy każdym razie, gdy go tylko widziała. Teraz dzieli szczęście z kimś, komu na niej zależało i zależy nadal. To tylko dowód że ideały o których pisałem w poprzednim poście, istnieją. Resztę coś zjada od środka. Biegają w weekendy od imprezy, do imprezy z nieodpowiednim dla nich towarzystwem. Tracą kontakt z bliskimi, mają już nowych przyjaciół i wmawiają sobie "wcale się nie zmieniłam... to ludzie są dziwni". Tracą szansę na zmiany. Bez jakiejkolwiek myśli w głowie, nosząc w sercu nic więcej, niż kłębek żalu i nienawiści do świata i płci przeciwnej. Nie widzą w tym nic złego. Tych narkomanów, też nałóg zjada od środka i nie dają sobie wmówić, że można żyć inaczej i lepiej. Też mają nowych znajomych, znajomych do ćpania i nieświadomego niszczenia się. Potrzeba odwagi do zmian. Twierdzisz, że Ciebie to nie dotyczy? He... ja twierdzę odwrotnie.
2 na 3 kobiety z którymi kiedyś się spotykałem same piszą cyklicznie co jakiś czas i pytają mnie czy wyjdę z nimi na piwo pogadać, czy musimy się spotkać i takie tam inne. Odpowiadam, że pracuję i się uczę. Nie mam ochoty wychodzić z kimś kto nie potrafił szanować mojego czasu i to nie dotyczy tylko kobiet z którymi się spotykałem. To dotyczy ogółu. Z jedną z nich lubię spędzać czas, choć nie ciągnie mnie do niej, ani jej do mnie. Po prostu słuchamy muzyki, jemy i gadamy o swoich aktualnych "miłościach" i problemach udzielając sobie wzajemnie rad, choć ja nigdy do jej rad się nie stosuję. Chyba jestem zbyt mocno zadufany w sobie.
Nic w życiu nie jest pewne, tylko czasem pewne bywa. Przez to moja sinusoida myśli rozciąga się od miłości, aż do nienawiści.
2.
Domyślam się że większość z was czyta te wpisy bo mnie lubi lub lubi sposób w jaki piszę, czy też lubicie masę środków stylistycznych których używałem w starszych wpisach ale najpewniejszy jestem tego, że każdy z was widzi w poszczególnych wersach opis swojego problemu, czy część waszego życia.
Ludzie... uwielbiają mówić o swoich problemach, ale tylko wtedy, gdy przeżyli podobne piekło do Ciebie. Mi większość znajomych opowiada o swoich problemach, czy to znaczy, że przeżyłem aż tak wiele?
Możliwe, że przeżyłem albo po prostu mi ufają, czy też mówią to wszystkim przypadkowym osobom? sam nie wiem. Dalsze piekło chciałbym przeżywać z kimś u boku. Nie moje, lecz piekło tej drugiej osoby, by pokazać jej skróty przez które może przejść bez szwanku. Później jeśli poczuję się niepotrzebny, po prostu odejdę bez słowa. Jestem facetem który uczuć ma tak wiele, aż nie ma ich gdzie zmieścić. To pewnie one rozrywają moje serce co jakiś czas, z każdym razem co raz bardziej, aż z serca zostaną strzępy. Uczucia we mnie są jak kwiaty, jeśli ktoś ich nie pielęgnuje, to wtedy umierają. Ludzie też lubią rozmawiać o życiu innych osób, zamiast żyć swoim życiem. Spływają po mnie ich wszystkie opinie. Dowiedziałem się w sylwestra, iż umawiam się z jakąś dziewczyną, z którą raz rozmawiałem, by wysłuchać jej problemu i jej pomóc. Mój Tata powiedziałby "nie rób nikomu dobrze, a tobie źle nie będzie..." Uśmiecham się, gdy słyszę takie nowości na swój temat. To tylko bardziej mnie utwierdza w zdaniu, że ludzie wiedzą o tobie tyle ile usłyszą od swoich przyjaciół, przyjaciółek, kolegów, koleżanek, czyli właściwie nie wiedzą o tobie nic. Zatem nie ma co tracić czasu na ludzi, którzy nawet nie chcą Cię poznać. Nie chcę z nikim takim nawet rozmawiać. Nie interesują mnie osoby, którym zamiast mózgu w głowie siedzi infantylność. Każdej takiej osobie polecałbym zostać introwertykiem, choć większość z nich zapewne nie wie co to znaczy...
"Z wieloma z was gadanie zupełnie do niczego mi niepotrzebne
I ciekawe ilu z was teraz poczuje się od tego bezużytecznie..."
3.
Czuję strach i dokładnie wiem dlaczego go czuję. Nie mówię o nim nawet najbliższym, z wyjątkiem sióstr. Siostry - żadna z nich nie jest moją rodziną, choć nie czuję przy nich kompletnie wstydu. Przestałem określać ludzi słowem "Przyjaciel", przyjaciele odchodzą, rodzina zawsze jest rodziną. Siostry znają moją naturę lepiej niż najlepsi znajomi, mimo że najmłodsza z nich ma 15 lat. Nawet jeśli nie potrafią mi pomóc, to doceniam ich za to, że poświęcają czas dla mnie w chwili, gdy mogłyby robić cokolwiek innego z koleżankami. Kocham je, choć z żadną nie zamierzam budować związku. Są pierwszymi osobami z którymi świętuję każdy mój sukces bez różnicy czy przy piwie z tymi starszymi, czy przy czekoladzie z tymi młodszymi, ważne że są przy mnie. Nie liczą się poglądy i wiek czy ubiór, gdy biorę je pod swoje skrzydła podczas spadającego gradu z nieba, a one pozwalają mi wejść pod swój parasol, gdy w moim życiu zaczyna padać deszcz. Gdy tylko pokażą mi, że mogę liczyć na ich zaangażowanie, wyciskam z siebie wszystko by się uśmiechały, sprawiam by prymitywne dziewczyny które życzą im źle, by im zazdrościły. Daję im tyle światła, że w połączeniu z ich łzami w gorsze dni, razem tworzymy tęczę. Jedna z sióstr ostatnio mnie pocieszyła mówiąc: "Chciałabym mieć za chłopaka, taką młodszą wersję Ciebie.", gdzie w tym mieście jest ona aktualnie jedną z najładniejszych kobiet i mogłaby mieć tych najprzystojniejszych facetów ze swojego rocznika. Druga powiedziała, że jeśli nie będzie miała chłopaka w maturalnej klasie, to zabiera mnie ze sobą na studniówkę. Pewnie jeśli to przeczytasz to zdenerwujesz się dlaczego nie określiłem Ciebie też ładną, ehh jak ja was znam. Dla mnie masz więcej w głowie niż 95% kobiet które znam w wieku od 16-23 lat, to wystarczy byś była dla mnie piękna. Z trzecią choć nie mam takich sytuacji, to rozmawiam z nią długo przez telefon. Pytam jak sesja, jak żyje i daję jej troszkę wiadomości z którymi będzie jej łatwiej przetrwać dzień. Jedynie co od niej słyszę to "dodałeś mi motywacji i poprawiłeś samopoczucie, dziękuję że zadzwoniłeś masz u mnie piwo" he... piwo - nie trzeba, walczysz by utrzymać się i skończyć studia, ciężko Ci odłożyć jakieś pieniądze dla siebie, teraz ja stawiam. Zarabiam więcej niż mój Tata w wieku 50 lat, a mimo tego nadal nie czuję przywiązania i pociągu do pieniędzy. Czwarta ostatnio o mnie zapomina, jej chyba nie mogę jeszcze nazwać siostrą. Zadzwoniła wczoraj by zapytać co u mnie, hę wybaczam Ci loczek. Piąta zawsze cieszy się z moich sukcesów i choć nie dotrzymuje obietnic w terminie, to czasem miło mnie zaskakuje gdy dostaję od niej worek moich ulubionych cukierków. Odzywa się do mnie tylko gdy jest w moim mieście, a bywa raz na dwa miesiące, za to spędzamy czasem ze sobą 3 dni podczas jednego weekendu. To miłe ze każda z was widzi we mnie coś wartościowego, nie wymagam od was nic, ważne że jesteście ;) a mimo tego wszystkiego czuję strach większy niż dziewczyna z którą kiedyś się spotykałem, gdy 3 miesiące temu zobaczyłem ją w warszawie, jak całowała się z innym facetem aktualnie będąc w związku z moim kolegą. Jej mina bezcenna, gdy mnie dostrzegła. Miałem szczęście, że z nią nie wyszło. Jednak Bóg trzyma mnie dla kogoś wyjątkowego. Satysfakcja nie do opisania. Szkoda mi tylko mojego nieświadomego kolegi, w sumie to nie wiem czy szkoda. W ten poprzedni weekend on ją zdradził, po czym się jej przyznał. Wiedział, że jeśliby jej nie powiedział, to i tak by się dowiedziała od innych ludzi. Jak widać Karma do nas zawsze wraca. Tak jak pisałem wcześniej, nie chcę nikomu się wtrącać w życie, jeśli nie nazywam kogoś bratem lub siostrą. Każdy z was zanim nazwie mnie bratem, powinien się zastanowić na czym to polega i do czego zobowiązuje, inaczej straci mnie nawet jako kolegę.
"nie wymagam nic od reszty, nauczyli mnie tego Ci co odeszli..."
4.
Mnie nic nie zjada. Sam zjadam własne myśli i wartości. Zjadam każdą nowo narodzoną ambicję i pomysł, który mógłby mnie rozwinąć. Marnuję się strasznie. Zawsze zatrzymuję się na osiedlu, chcąc porozmawiać z moimi kolegami z dzieciństwa, by zapytać co u nich. Każdemu z nich życie przemija, palą blanty, piją browary i plują na chodnik, na blokowym trzepaku. Wiem, że każdy z nich miał bardzo ciężki start o którym wy mogliście słyszeć tylko z filmów o blokersach. Nikt nie rodzi się złym człowiekiem, to świat nas zmienia. Czy jeśliby urodzili się jako dziecko premiera, to nadal byliby nazywani patologią? Ludzie którzy ich nie znają, osądzają ich po tym co widzą aktualnie. Wielcy panowie szlachta z bogatych domów, nigdy nie zrozumieją problemu moich kolegów, ponieważ tego nie przeżyli. Rodzice ustawili im przyszłość, tacy ludzie nie potrafią szanować nawet siebie nawzajem. Oni dostawali od rodziców pieniądze na trawkę i alkohol w momencie, gdy moi koledzy musieli w wakacje pracować na czarno, by utrzymać rodzinę, ponieważ matka traciła pracę, a ojciec popadał w alkoholizm. Oceniać każdy potrafi, zrozumieć czyjś problem, to jest wyczyn... Wychowałem się między ludźmi którzy swojego życia nie zaczynali od zera, lecz od pozycji ujemnej. Wychowałem się wśród "patologii", a teraz widzę jak żyją Ci bogaci... Ludzie zawsze nazywali mnie jedną z najbardziej komunikatywnych osób, aktualnie robię się delikatnie aspołeczny. Ci znajomi którzy byli... hee. Raz byli, raz nie byli, gdy zaczęło mi się wszystko układać zaczęli pisać, dzwonić, wyciągać mnie na wódkę. Nie chce mi się z nimi gadać. Nie chce mi się z nikim gadać. Ostatnio nawet z tego wszystkiego udało mi się upić samemu w domu, he... To bez różnicy nawet, gdy jestem pijany to w przeciwieństwie do moich znajomych, myślę trzeźwo. Często specjalnie nie odzywam się do bliskich przez dłuższy czas, by zobaczyć czy o mnie pamiętają, doceniam tych którzy mimo natłoku obowiązków potrafią zadzwonić i zapytać czy wybijam pogawędzić. Doceniam ich, tak jak doceniam mojego przełożonego w pracy, który witając się ze mną, patrzy mi w oczy, tak jak cała reszta pracowników z sąsiednich pomieszczeń. Dziś dowiedziałem się, że zanim przyjął mnie do pracy, pytał w sąsiednich firmach o moją osobę i sprawdził wszystkie moje osiągnięcia oraz zainteresowania których nie było zapisanych w CV. Przeglądał nawet internet i przeczytał wszystkie artykuły z moim udziałem. To miłe że ludzie z którymi współpracujesz chcą wiedzieć o tobie więcej niż ilość łyżeczek z cukrem które sypiesz do herbaty, czy to jak się ubierasz. Doceniam też kobiety, które gdy ze mną rozmawiają patrzą na mnie, czy w moje oczy. Sam często zapominam o tym w stosunku do nich, bo za często myślę o...w sumie nie ważne. Moje najbliższe sztuki, gdy patrzą w moje oczy martwią się o mnie. Gdy wracam do domu mama krzyczy na mnie bym coś ze sobą zrobił. Mówi, że wyniki badań znów wyjdą negatywne, a mi aktualnie jest to obojętne. Bliscy... pytają mnie co się dzieje, czy potrzebuję pomocy. Jedynie co potrzebuję, to by ktoś podał mi rękę, bym mógł się podnieść. Chcę, by ktoś podał mi ją na siłę, ponieważ każdą ucinam, gdy ktoś tylko próbuje ją do mnie wyciągnąć. He... chyba jestem jak te dziewczyny o których pisałem na początku wpisu. Czasem potrzebuję, by ktoś się o mnie zatroszczył, choć to ja zawsze miałem troszczyć się o wszystkich. To zawsze na mój widok, bliscy znajomi uśmiechali się szerzej niż politycy przy liczeniu pieniędzy. Życie polega na wyborach... ja w sumie już sam nie wiem, czy powinienem się starać i o co powinienem się starać i czy warto o cokolwiek się starać, a ty jak sądzisz? Koledzy... gdy przestali szanować to że jestem przy nich i zaczęli tego nadużywać, odszedłem. Nie minął tydzień, zaczęli się podlizywać i być 2x bardziej uprzejmi niż byli kiedykolwiek. Różnica jest taka, że oni mnie potrzebują, a ja ich niekoniecznie. Pisze znowu jakaś dziewczyna, mówi mi kolejny raz z rzędu "już z nim nie jestem, kiedy idziemy na piwo?" ciszę się bardzo i nie musisz mi tego pisać przy każdej rozmowie. Gdybym chciał z tobą wyjść to po prostu bym to sam zaproponował. Mam unikalne niebieskie oczy, którymi zachwyca się garstka nowo poznanych kobiet, lecz w takich dniach jak dziś stają się szare i nikt nawet nie chce w nie spojrzeć... Nie ma nic smutniejszego niż ojciec, który dwa dni przed swoim samobójstwem mówi córce, że mogą się już więcej nie zobaczyć. Los tak chciał, że byłem tego świadkiem. Wasze najsmutniejsze momenty? to pewnie coś w stylu gdy pokłóciłaś się z matką, bo nie chciała Cię puścić na imprezę, przez co płakałaś całą noc, czy też chłopak którego kochałaś, a on odszedł od Ciebie. Nie każdy chłopak którego pokochasz musi być miłością twojego życia, ponieważ 90% społeczeństwa myli Miłość i "miłość". Nie powinniśmy się zadręczać kimś, kto odszedł zbyt łatwo i nawet nie próbował walczyć, by powrócić. Ja zawsze wybaczam ludziom u których w oczach widzę skruchę, gdy mnie przepraszają za popełnione błędy. Mam zbyt miękkie serce...
Możesz też płakać, że jesteś samotna... Jesteś samotna przeważnie ze swojego wyboru, bo nie dajesz szansy osobom, które o Ciebie walczą. Unieszczęśliwiasz się na siłę jak Marta 2 miesiące temu, o której pisałem na samym początku. Moja koleżanka która jest ładną kobietą mając 19 lat nawet nie narzeka, że w życiu żaden chłopak nawet do niej nie próbował zarywać, nawet nie jest smutna. Ja próbuję powstrzymywać się od płaczu, ponieważ wciąż walczę, a mimo tego dostaję garść gwoździ na serce, zamiast płatków Róży. Mogę sobie tylko wmawiać na pocieszenie, że znajdę kobietę która doceni moje poświęcenia. Prędzej oślepnę od blasku tych pięknych pań, które rozsądek zostawiły w swoim mieszkaniu rodzinnym wyjeżdżając na studia, niż z którąś z nich będę chciał założyć rodzinę. Dziś od okulisty dowiedziałem się, że mam bliznę na prawym oku. Pewnie dlatego, że widziałem zbyt wiele cierpienia, którego nie mogłem ukoić. Zamiast łzami, czuję się jakbym płakał rzewną krwią. Szkoda że nie mógł spojrzeć na moje serce, zobaczyłby porysowaną, zamarzniętą taflę lodu wszczepioną w miejsce serca.
"Częściej pije sam, niż z kimś za wiele kminy mam, i schiz ale
Myślisz że mi jest smutno kiedy tu siedzę z winem sam? bitch please..."
5.
W weekend często zdarza się, że dzwonią do mnie i mówią: "wpadaj stary, jest domówka." Mówię nie mam ochoty lub tłumaczę się, że muszę się uczyć. Najchętniej wyszedłbym pospacerować nocą nad Wisłą. Najchętniej wyszedłbym pospacerować z kimś, uwielbiam spacery. Uwielbiasz także? Może wyjdziemy razem pospacerować? W sumie obojętne z kim, byle by dużo nie mówił, byle by też lubił objadać się przy tym słodyczami. Razem zawsze raźniej. Bywają takie dni, gdzie takich zaproszeń na domówki nie odmawiam. Mam doła, więc sobie wmawiam, że kontakt z kimś nowym poprawia mi samopoczucie. Wbijam tam. Znam max 2 osoby z 20, nikt mnie nie zna więc patrzą na mnie w potępieniu. Do czasu, gdy usłyszą że gram czasem po koncertach w Warszawie, gdy usłyszą czym się zajmuję i co osiągnąłem, czy coś innego o mojej osobie. Wtedy ich stosunek do mnie ubiera się w barwy "ciekawe". Podchodzą te sztuki, których nie znam wcale. Pytają mnie czy się z nimi napije, czy też zapale. Napić się z wami mogę, jeśli chodzi o palenie to tego świństwa nie tykam wcale. Zadają mi masę pytań, gdzie studiuje, czym się zajmuje, gdy im odpowiadam ogarnia ich zdziwienie, niektóre wpadają w zauroczenie. Nie dziwię się im, że ich szokuję jeśli oceniają mnie po wyglądzie czy ubiorze. Potem wbijam z nimi na parkiet z nadzieją, że zamiast kalorii to spalę trochę smutku, po czym schodzę z parkietu, bo przytulanie się na siłę piersiami do drugiej osoby i wkładanie mi dłoni pod koszulkę, to już nie jest taniec. Przytulam tylko osoby które tego potrzebują, a niedojrzałych studentek z umysłem nimfomanki jest cała masa. Ignoruję całą masę, a one wmawiają mi, że muszę się z nimi umówić na piwo, czy kawę. Zostawiają mi swoje numery, dają adres, mówią bym zadzwonił. Myślami patrzę na nie krzywo. Zazwyczaj nie wychodzę z nimi, lecz nie odmawiam na starcie, nie chcę psuć miłego klimatu rozmowy. Wyjść na kawę mogę z siostrami lub z kobietą na której mi zależy, czy też z kobietą w której widzę jakieś cenne cechy. Dla innych ludzi szkoda mi czasu, jeśli nie potrzebują ode mnie pomocy. Na koniec pytają, czy odprowadzę je do domu, uśmiechają się słodko, mówią że możemy zrobić u niej jeszcze jakieś piwo, bo ich lokatorka wróciła do siebie na weekend albo wróci nad ranem. Znam ich intencje doskonale. Gdybym chciał prostytutkę, to bym sobie ją po prostu zamówił. Stać mnie jeszcze. Odpowiadam: "muszę jeszcze zajechać do mojej dziewczyny" której tak właściwie nie mam. Nie mam ochoty zatracać moralności z przypadkowymi osobami, w grę wchodzi tylko osoba którą będę szczerze kochał. Koledzy wzięliby mnie w tym momencie za idiotę. Mam zbyt czyste okno na świat, by pozwalać je brudzić przypadkowym zdemoralizowanym "dziewczynkom". Wtedy wołam kolegę, by zajął się tą koleżanką, jeśli tak bardzo mu się podoba. Wracam do domu, w tramwaju słucham muzyki i patrzę na tych ludzi, którzy w sercu mają jesień, a myślą że mają wiosnę.
"Często myślisz, że już znasz mnie
Ale nie zawsze, nieraz wydaję ci się Dziwny,
bo kurwa mać jestem Dziwny, kto by pomyślał..."
5'.
Bywa tak że jestem pełny euforii latam po mieście jak pojeb. Wyciągam znajomych na dwór. Chcę coś porobić we czwórkę, trójkę czy nawet we dwoje. To obojętne. Obojętne co będziemy robić, ważne że będę to robił z nimi. Tylko proszę, by to nie były kluby, czuję wstręt gdy patrzę tam na ludzi. Szlajamy się po starym mieście, kupujemy alko i coś słodkiego. Wspominamy o czasach, gdy jeszcze tu nie mieszkaliśmy. Siadamy nad Wisłą w ręku z gitara i słuchamy jak nasze koleżanki ze szkoły muzycznej śpiewają, by umilić nam czas. My sypiemy im na twarz komplementy niczym brokat, by odsłoniły swój uśmiech, niczym kurtyna gwiazdę wieczoru. Wbijamy na koncert, jaramy się w opór. Mój kumpel wchodzi na scenę, wbijamy się na backstage, pijemy wódę z ludźmi, od których każdy z was może jedynie wziąć sobie autograf. Potem odwalamy coś w metrze, wieszając się na poręczach do góry nogami, czy śpiewając znane kawałki na głos. Kupujemy kwiaty, oświadczamy się losowym dziewczynom przeprawiając gorzki grymas w słodki uśmiech na ich twarzach... Ludzie patrzą na nas, my na nich nie patrzymy. My uśmiechamy się do siebie. Jest nam tak dobrze, że nawet nie marzymy o tym by być w niebie.. Czuję się dobrze, czuję że żyję, czuję że mogę dać z siebie więcej, a dałem "dupy" po raz kolejny... Aktualnie nie biegam już po koncertach. Melancholia mnie dopadła. Wolę wyjść z siostrą pojeździć autem i posłuchać muzyki nocą, wyjść na herbatę, czy zjeść coś co lubimy. Staram się spędzać z nimi czas tak, by miały ochotę wyjść ze mną następny raz, to zbędne. Wiem, że i tak z nimi wyjdę następny raz, a mimo tego ciągle się staram. Gdy mówią o facetach to powtarzają mi że nie mówią wtedy o mnie. Traktują mnie jako oddzielną jednostkę, kochane ;) Chodzę na treningi trzy razy w tygodniu, zamiast tak jak moi koledzy chodzić trzy razy najebanym, czy zjaranym w ciągu jednego weekendu. Jebie mnie sława i tłumy tych ludzi. Każdy wie o mnie tyle, ile wypuszczę ze swojej buzi lub tyle co usłyszą na osiedlu. Każdemu się wydaje, że mnie znają bardzo dobrze, a tak na prawdę nikt mnie nie zna prócz moich sióstr. Po całym dniu wracam do domu i patrzą na mnie Ci ludzie, którzy myślą że w sercu mam wiosnę, a tak na prawdę panuje tam zima.
"często myślisz, że już znasz mnie,
prawie zawszę, Ci wydaje się Normalny,
bo kurwa mać jestem Normalny, kto by pomyślał..."
6.
Kiedyś walczyłem z depresją, czasem mam wrażenie że ona powraca... Siedziałem w domu przy herbacie, oblegając to samo drewniane krzesło, ukradzione kiedyś z osiedlowego baru. He zabawne, pisząc ten post też na nim siedzę, czyżbym miał depresję...? Ktoś chce mi pomóc, odpowiadam-- "przepraszam, nie potrzebuję". Męczyłem się jak zając we wnykach, dopóki nie nauczyłem się żyć z ranami. Teraz, jeśli byłoby to możliwe kupiłbym choć chwilę uwagi tych osób, które się mną martwiły. Doceniłem wszystkich, dopiero gdy ich bezpowrotnie straciłem. Możesz pić, możesz płakać, zadręczać się, że wcale tak nie jest, że to tylko opowieści. Możesz odrzucać każdego, kto chce Ci podać rękę wiedząc, iż może on stracić palce... to bezsensu, bo czasem płaczę, jest mi smutno i wszystkiego mi szkoda, wtedy troska bliskich jest dla mnie tym, czym dla ryby jest woda. Dziś zamiast martwić się tym wszystkim, idę rozwijać pasje, nie mając talentu, choć przynajmniej wierząc, że mam talent i wierząc, że ty też tak możesz. Nauczyłem się uśmiechać, gdy ktoś mówi do mnie "Proszę" i mówić "Dziękuję" nawet za obecność kogoś przy mnie. Ale wciąż...zamykam się w pokoju. Nie odbieram telefonów. Rozmawiam tylko z siostrami. Oglądam anime, widzę w nich na czym polega prawdziwa miłość i chyba stwierdzam, że taka nie istnieje, co mnie smuci jeszcze bardziej, bo tylko o taką walczę. Gram w bezsensowne gry, które poprawiają moją dedukcję, refleks i logiczne myślenie, a pogarszają mój słuch, wzrok oraz psychikę. Moje myślenie aktualnie jest jak sinusoida, raz zrobiłbym wszystko, by tylko mogła się uśmiechnąć i bym mógł usłyszeć od niej "dziękuję", a za chwilę myślę, by po prostu odejść bez słowa i udawać, że wszystko jest w porządku. Jest na to cały szereg argumentów, mój wykładowca nie byłby w stanie ich policzyć. Mam powybijane palce, przyzwyczaiłem się do fizycznego bólu. Nie mogę się przyzwyczaić do tego drugiego. Nie szukam przyjaciół, bo nie chcę ich tracić, dlatego skreślam tak wiele osób po jednym błędzie na początku znajomości. Podobnie jest z kobietami... nie szukam jej, bo nie chce jej stracić...w sumie raczej bym jej nie stracił, sama by odeszła jeśli tylko by zechciała, a ja nawet nie wiem czy starałbym się ją zatrzymać... Starałbym się robić co w mojej mocy, by nawet nie zrodziła się w jej głowie myśl o odejściu. Moja głowa już nie myśli racjonalnie, gdy moje ideały przestają istnieć. Dzwoni Arek i pyta co u mnie, ja mówię "bieda stary jak zawsze". Mówi bym znał swoją wartość, walczył o swoje póki świeca w moim sercu nie zgaśnie, mówi "o marzenie walczyłeś 2 lata, w końcu się spełniło o to powinieneś walczyć dłużej, aż do usranej śmierci...". Powtarza mi, że on walczył mimo braku szans i wywalczył to co wywalczyć chciał, teraz jest najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. W sumie jest to jeden z przypadków który mnie motywuje do tego by się nie poddawać. Wmawiam sobie, że nie po to coś zacząłem, by przerwać to w połowie. Każdy najbardziej boi się samotności. Twierdzisz inaczej? pomyśl kim byś była bez swoich przyjaciół, bez swojej rodziny, bez kolegów ze szkoły, czy studiów. Co byś wtedy robiła? 64 letni kierownik w mojej pracy, gdy usłyszał troszkę o moim dzieciństwie powiedział " to dobrze że życie Cię tak skarciło, teraz potrafisz docenić wszystko, nawet najdrobniejsze gesty" Wybory ehh... "Wolę zaufać i żałować, niż nie spróbować i żałować" powiedziałby niebieskooki...Bo gdybyś osiągnął to co osiągnąłem przez ostatni rok, dałbyś respekt. Wszystko dzięki temu, że próbowałem. Daj mi tylko 5 minut bym miał pole do popisu, mogę obiecywać że Cię nie zawiodę, a jak będzie w rzeczywistości? sam nie wiem. Mimo tego, zaufasz i poświęcisz mi te 5 minut? Jeśli nie to po prostu...
wtorek, 7 stycznia 2014
#19 "Miłość 2"
Pierwszy post o miłości jak i ten również ubieram w cudzysłów, ponieważ pisząc te wpisy czuję się jak bohater książki, który pokazuje wam eskapizm.
Odrywam was od rzeczywistości i pokazuję ideały, które istnieją w moim życiu. Dla każdego z was może się to wydać abstrakcją, iluzją, czy nieprawdziwe. Dla was, jest to zbyt piękne, by było prawdziwe. Pewnie dlatego, iż różnie się tak mocno od reszty jestem samotny, ponieważ nie trafiam na kobiety, które postrzegają to tak jak ja lub jeśli jakaś chce tak to postrzegać to nie potrafi tego docenić. Pewnie przyznacie mi racje. Jeśli nawet przyznacie mi rację i tak popełnicie błąd robiąc to po swojemu. Ponieważ przyznając mi rację, określacie prawdę. Prawda jest tylko jedna. Więc reszta jest błędem. System zero-jedynkowy, jeśli pamiętacie z lekcji matematyki. Prawda jest dla innych ludzi wtedy, kiedy mówisz to co myślą oni. Zataczając koło, po tych wpisach określacie co naprawdę myślę.
Dedykuję ten post dla Kasi, która ostatnio zadała mi pytanie:
"Co zrobić, jeśli bardzo podoba mi się chłopak, dobrze się dogadujemy ale on tego nie widzi lub nie chce ze mną być...?"
Nie rób nic.
To jest tak:
To rycerz walczył ze smokami o uznanie księżniczki, nigdy odwrotnie. Alicja powiedziałaby: "Jestem damą. Nie będę traciła dumy dla łosia któremu na mnie nie zależy". Nie inicjuj niczego, jeśli on też niczego nie inicjuje. To facet musi przyjść i powiedzieć "Kochanie, wyjdziesz za mnie?" Moja starsza znajoma po 4 letnim związku rzuciła swojego chłopaka dwa dni przed sylwestrem, ponieważ od roku przestał się starać, a jednak można. Gdy dziewczyna wpada w lekką depresję, czy ogarnia ją smutek, to facet musi być przy niej nawet, jeśli ona wbija swoje paznokcie w jego serce i szarpie do granic wytrzymałości. To jedna z zasad świata "Najsilniejsi zasługują na wygraną". Jeśli facet nie potrafi być przy dziewczynie w jej gorsze dni, nie zasługuje, by być z nią w dni kiedy jest szczęśliwa. Chciałabyś takiego, który po pierwszej kłótni z tobą(co jest standardem w związkach) rzuciłby cię i znalazłby sobie nową lub czekałby, aż ty zaczniesz go przepraszać, mimo jego winy? Zobaczysz jakie to fajne uczucie, gdy na prawdę będzie komuś na tobie zależało, komuś kto podrzuci Ci kwiaty rano na wycieraczkę. Ktoś kto zamiast wyjść z kolegami będzie wolał wyjść z tobą, czy ktoś kto będzie poświęcał swój czas by Ci pomóc, gdy w tej chwili mógłby robić cokolwiek innego. Cały szereg tych argumentów, będzie sprawiał podświadomie, że się uśmiechniesz. Nawet jeśli nie będziesz do takiej osoby za bardzo przekonana, lecz kto bardziej zasługuje na Ciebie, facet któremu zależy na tym, byś się uśmiechała i była szczęśliwa, czy facet, który nawet nie wie czy chce z tobą być? Jedynie czego Ci nie życzę to faceta który Ci zdradzi, bo taki nie zasługuje na żadną kobietę, nawet jeśli zdrada była po alkoholu. Nie życzę Ci takiego, który będzie zazdrosny o wszystko, bo wtedy twoje życie prywatne ograniczy się do siedzenia w domu z depresją, utraty znajomych i będziesz zrażona do całej płci przeciwnej. Trzeci, którego Ci nie życzę, to właśnie taki, który się o Ciebie nie postara. Moja znajoma ostatnio opowiedziała mi, że przez swoją złudną miłość miała połamane dwa żebra, kilka siniaków i leżała 2 tygodnie w szpitalu na obserwacji ze wstrząsem. Aktualnie miłość grozi jej, że ją zabije, lecz to jeszcze nie twój wiek, by na taką trafić, a jakbyś trafiła to wiesz gdzie mnie szukać ;) Ostatnio na imprezie spotkałem kolejne miłości po alkoholu, gdzie dwie osoby które się nie znają, po alkoholu nagle się zakochują w sobie. Musimy pamiętać, że życie to nie bajka i nie mamy dwóch żyć, a nasze wybory nie zawsze kończą się happy endem. Ania fajnie mi ostatnio powiedziała "nie chcę się podobać facetom tylko po alkoholu, chcę by ktoś widział mnie piękną nawet, gdy jest trzeźwy". Dlatego polecam dokonywać wyborów na trzeźwo. Jeśli taka miłość powstała pod wpływem alkoholu, to gdzie tu szczerość uczuć? Twoim autorytetem zapewne są rodzice i pewnie kochasz ich najmocniej na świecie i widzisz jak kochają siebie nawzajem, więc zastanów się za co ich kochasz, za to że zauroczyłaś się ich wyglądem, czy np: fajnie się z nimi gada, czy dlatego, że kupują Ci prezenty na święta? Czy może jednak dlatego, że zawsze są przy tobie nawet jak ich zranisz i wybaczają ci nawet 100x , pomagają Ci tak długo, aż będziesz szczęśliwa i będziesz mogła sama sobie radzić z problemami. Zapytaj Taty za co Kocha Mamę i zapytaj Mamy za co Kocha Tatę. Żadne z nich nie powie, "dlatego, że jest piękna lub jest przystojny", mogą to nadmienić dopiero na koniec, by sprawić uśmiech tej drugiej osobie.
Jestem człowiekiem, więc mogę się mylić, dodatkowo im człowiek starszy tym głupszy, a ty jesteś młodsza. To tylko moje zdanie, a zrobisz jak uważasz. Nie pozwól, by ktokolwiek wmówił Ci, że nie jesteś piękna, jesteś kobieta, a kobieca uroda płynie z kobiecego serca.
Powodzenia.
"Pokaż miłość, tym którzy zasługują na nią, żeby się rozwinąć musisz iść, niech inni zostaną."
Walczę o miłość zgodnie z jedną ze starych receptur, nie używam wizualnych zaklęć, używam szczerych gestów.
Jeśli chodzi o mnie to jest tak, że znajomi wmawiają mi bym się poddał, że nie ma szans, że ktoś mnie nie kocha czy podobne brednie. Ich wyjście jest takie, że wychodzą po blantach do klubu i przychodzą ze swoją XX miłością życia, po czym mówią, "to jednak nie było to". Mówią mi abym dał sobie spokój, co mnie motywuje i dołuje jeszcze bardziej.
"Zgadzam się z tobą, z każdą racją, zrobię na przekór, z premedytacją..."
To tylko pokazuje jak znajomi w Ciebie wierzą, czy może chcą dla Ciebie dobrze? to nieistotne. Są 4 osoby, które wspierają mnie w moich wyborach i pomagają mi z całych sił, nawet jeśli 99% szans jest na to, że się nie uda. Oczywiście najpierw mi wytkną moje wszystkie błędy oraz konsekwencje tego wyboru, dopiero potem pomagają. Życzę Ci takich znajomych w swoim życiu. Dziwne, że te 4 osoby to akurat kobiety, he... mam coś wspólnego z wami, też nie ufam facetom ;) Faceci w dzisiejszych czasach mnie śmieszą. Jedni się napompują na siłowni odżywkami i mają swoje ego w kosmosie myśląc, że są najlepsi i najpiękniejsi na świecie. Drudzy to żałosne "ciotki", którzy wstydzą się zagadać do dziewczyny, a chcieliby mieć najlepiej miss Amazonkę. Mimo wieku, pewnie nadal wołają mamę, by im podtarła tyłek, gdy się posrają z tej ich odwagi. Ehh... nawet Ada ostatnio mi się żaliła, że faceci w dzisiejszych czasach to już nie są faceci. Brakuję im tylko kolorowych paznokci i legginsów. Żałosny byłbym, gdybym po jednym koszu tak po prostu przestał się starać. Dlatego śmieszą mnie koledzy, którzy rozpaczają i odpuszczają, gdy dziewczyna im powie na samym początku, że nic z tego nie będzie, czy nic do niego nie czuje. To jak po jednym niezaliczonym egzaminie odpuścić sobie studia, gdzie egzaminów zaliczonych masz 10/11. Nie wiem czy ludzie są tego świadomi, ale kwiat też nie urośnie w jeden dzień.
Tak też miłość(chemia) w ciągu miesiąca nie powstanie. Im więcej starań w coś wkładam, tym więcej czerpię z tego radości. Jeśli kobieta to kwiat, a ty podlewasz ją swoim poświęceniem i staraniami, to w końcu coś z tego nasiona urośnie na tych zgliszczach. Znasz mnie prywatnie, więc wiesz że moje starania nie poszły na marne, mimo kilku porażek, jeśli chodzi o sprawy inne niż sercowe. De facto 2 lata musiałem się starać ale satysfakcji nie da się opisać! Przynajmniej mam jeden powód, by nazwać się Mężczyzną. Jeśli chodzi o sprawy sercowe to tak jak pisałem w 15 wpisie, zauroczyłem się w 3 kobietach, lecz każda miała drugiego na boku, ja byłem opcją awaryjną. Byłem chyba zbyt głodny uczuć, teraz ciągnę za sobą serce po bruku. Cóż, jak napisałem powyżej, jestem tylko człowiekiem, więc mam prawo popełniać błędy i obowiązek, by się na nich uczyć. Teraz jestem po prostu kilkanaście razy ostrożniejszy i potrzebuję dużo czasu, by się zakochać. Zauroczenie może się zdarzyć nawet z dnia na dzień. Zakochać i zauroczyć, dwa różne pojęcia jak: zabawny i śmieszny. Ktoś może być śmieszny ale do zabawnego mu bardzo daleko.
Nie zasługiwałbym na nic, gdybym odpuszczał po jednej porażce. Dlatego gdy...
Mówią: nie zaznasz ciepła tam gdzie panuje zima
Odpowiadam: nie zasługuję na wiosnę, jeśli nie przetrwam zimy.
Jeśli miłość, to nie z filmów i teledysków, bo taka nie istnieje. Jak miłość to taka na trzeźwo, gdzie fundamentem będzie zaufanie. Taka, która nie będzie mi wytykała, gdy będę rozmawiał z inną znajomą. Taka której dam pewność, że nawet gdy wyjdę z koleżanką na kawę, to ona może być spokojna o nasz związek. Mam małego diabła na swoim ramieniu, który czasem mnie kusi, ale po coś Bóg dał mi rozum, bym używał rozsądku. Ponoć miłość to coś na krój, że gdy jedno spada w dół, drugie ciągnie ku górze. Jak mam pociągnąć kogoś w górę, skoro cały czas jestem na dnie... a może po prostu mam depresję? Jebać to jak tego szampana, którym się upiłem trzy dni temu z powodu tej depresji. Uczuć alkoholem nie wypłuczę. Mogę się tylko starać, by ktoś poczuł ciepło mojej spracowanej dłoni. Mam słabość do wrażliwych kobiet, obojętność do tych, które nie lubią dzieci, szacunek do tych, które mimo ran w sercu wciąż potrafią obdarzyć uśmiechem i wstręt do tych, które przebierają między jednym, a drugim facetem. Nie wiem jak inni faceci, ale ja gdy widzę nieszczęśliwą kobietę to staram się ja pocieszyć i pomagam zdjąć klapki z oczu, mówiąc że jest masa rzeczy, dla których może żyć. Zdarzyło mi się raz, że spotkałem kobietę, która piła już trzecią setkę wódki sama na schodach i płakała. Odszedłem od kolegów i poszedłem z nią porozmawiać chwile. Miała ok 27 lat. Na początku dostałem kilka obelg bym stąd poszedł, mimo tego zostałem i posiedziałem z nią w ciszy ok 15 minut. Po chwili zapytała jak mam na imię i zaczęła mi wszystko opowiadać. Starałem się ją pocieszyć, mówiąc "Posłuchaj, słońce świeci równie mocno, dla Ciebie jak i dla tego który zrobił Ci krzywdę, ale to on Ci zrobił krzywdę, więc na niego dodatkowo spadnie grad konsekwencji za wyrządzone zło. Krótko mówiąc, na jednym sukinsynie świat się nie kończy ale taki kwiat jak kobieta kwitnie w nieskończoność". Po czym zapytała, czy może mnie przytulić? ofc pozwoliłem, gdy to zrobiła przestała płakać. Tyle mogłem dla niej zrobić, niewiele tylko pozornie. Ostatnio, gdy tego "niewiele" nie zrobiłem dla kolegi, powiesił się dwa tygodnie później. Pewnie nie to do końca było powodem jego wyboru ale nie zrozumiesz, co wtedy czułem, jeśli tego nie przeżyłaś. Możesz sobie tylko wyobrazić. Wyobraź sobie ból, a następnie zatnij się tępym nożem i co? jednak nie boli tak samo? Życie polega nie na tym, by trafić raz, a celnie, lecz na tym, by po każdej nieudanej próbie wyciągnąć wnioski i próbować trafić celniej. Czasem trafiam na jakieś "kobiety" , które twierdzą że im się podobam lub chciałyby dzielić ze mną czas, lecz nie chodzi o to, by ktoś mógł widnieć w moim blasku, lecz bym ja też mógł czasem liczyć na drugą osobę. Trafiam to złe określenie, raczej ona trafiają na mnie, bo ich nie szukam. Dla mnie najpiękniejszą rzeczą jaką mogą zrobić dla siebie dwie kochające się wzajemnie osoby, to być przy sobie razem, gdy jedna z nich jest smutna. Nie chodzi o to, by starać się zrozumieć kogoś, bo jak pisałem wyżej nie zrozumiesz czyjejś sytuacji, jeśli jej nie przeżyłaś. Chodzi o to, by pokazać komuś, że jest ktoś na kogo zawsze może liczyć, by pokazać jej, że możesz być z kimkolwiek i gdziekolwiek, a mimo tego wciąż jesteś blisko przy niej. Sprawić, by się uśmiechnęła. Musisz tak kombinować, by z deszczu w jej sercu, zrobić tęczę. Po prostu, jeśli ktoś zdarł już stopy od swojej ciężkiej wędrówki, pozwól mu dalej iść w twoich butach.
"Miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość, kiedy jedno płacze,
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film, w żadnym kinie
ani róże, ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze..."
piątek, 27 grudnia 2013
#18 Moralność
He, fajnie pisać kolejny post wiedząc, że ktoś na niego niecierpliwe czeka... ;)
Kilka osób czytając moje wpisy stwierdziło, że muszę być bardzo smutnym człowiekiem, pełnym żalu, szukającym na siłę szczęścia. Wcale tak nie jest. Znajdź bardziej wesołą osobę ode mnie, a kupię Ci flaszkę. Szczęścia mam tyle, że chcę się nim dzielić z innymi, zawistni ludzie i tak to skrytykują lub kobiety o które się staram powiedzą "chciałabym byś był tylko dla mnie taki, a ty jesteś taki dla wszystkich." po czym mnie odrzucają. Egoizm to negatywna cecha, drogie koleżanki. Ci co mnie dobrze znają i czytają te wpisy, a jest ich tylko 5-8 osób, twierdzą że ten blog jest abstrakcją mojej osoby. To dobrze, zawsze chciałem coś osiągnąć i na to nie wyglądać. Zawsze chciałem zaskakiwać. Ostatnio zaskakuję każdą nowo poznaną osobę, która przez syndrom bycia człowiekiem, ocenia mnie na początku po wyglądzie i ubiorze, dalej tylko wzrasta chęć tej osoby do poznania mnie mocniej. To działa, tylko na osobach, które wcześniej o tobie nie słyszały, osoby z twojego miasta które znają Cię z plotek swoich koleżanek i przyjaciółek, mają już ułożony swój scenariusz i rysopis twojej osoby, mimo że rozmawiałeś z nimi raz w życiu, czy dwa. Te wpisy są niczym moje myśli, gdy rozmawiam z wami. Słucham, przetwarzam i wyrabiam sobie o was zdanie. Nie chcę od was życzeń, czy innych dobrych rad. Choć mogę sobie nie chcieć, każdy komentarz od was cieszy mnie mocno, więc zrobicie jak uważacie.
Głupotą jest odrzucanie czegoś co nam sprawia radość, nie sądzisz koleżanko?
Za mało ludzi w tych ciałach, za mało zieleni w kwiatach, za mało jasności w świetle, by poczuć ciepło na zimnym wietrze...
"My mamy coś dla Ciebie, chcesz tego na pewno mała,
kapelusze, szaliki, złoto, sława....chcesz? czerwony dywan czeka, zapraszam..."
Znowu weekend. Siedzę na oknie, słucham warszawskich poetów i oglądam się przez prawe ramie patrząc na Marriott. Czekam na wykład. Siedzę i patrzę jak Ci starsi studenci podlizują się do wykładowców, by mieć lepsze oceny. Ironia, gdy dostajemy wyniki egzaminów, jest przeciwnie. Marriott, ja mogę na niego tylko popatrzeć, Ci faceci ode mnie ze studiów mogą tam wejść. Nie zazdroszczę im, nie żyłem nigdy w luksusie, więc nie jestem do niego przywiązany. Tak jak nie jestem przywiązany do dużych pieniędzy. Gdy kupuję prezent, potrafię dorzucić 50 zł by stworzyć sytuację, która da lepszy efekt, sprawiając komuś dwa razy większą radość, przy prezencie który kosztuje 15.
Stolica to zepsute miasto... Cieszę się że jestem tam tylko raz na dwa tygodnie, mogę wtedy dostrzegać tylko atuty tego miasta, zamiast ciągle patrzeć na wyniszczający się człowieczy los. Jak pisałem w poprzednim wpisie, nie miałem praktycznie niczego w dzieciństwie, a teraz? teraz siedzę z tymi kierownikami i prezesami co dwa weekendy, piję wódkę i whiskey za ich pieniądze, słuchając ich bzdur i patrząc jak przytulają się do tych pijanych studentek, mimo że mają już żony i dzieci. Ja siedzę spokojnie, pewnie dlatego, że nie mam tej "żony" i dzieci. Ciągnę ich za język, gdy się upiją, bym miał wam o czym pisać na tym blogu. Ostatnio jeden z nich, który ma 36 lat, wkładał studentce zębami 50 zł między piersi. Gdy przyjeżdżam odebrać od niego notatki, zawsze drzwi otwiera mi jego żona, jest bardzo ładna, zawsze trzyma dziecko na rękach, w jej oczach widzę szczęście i dumę z męża, który ciężko pracuje, by utrzymać rodzinę i robi studia, by poprawić status. Pewnie dlatego, iż jest nie świadoma co jej mąż robi po wykładach. Mógłbym jej powiedzieć, mógłbym... ale nie chcę psuć czyjegoś pseudo-szczęścia. To byłoby jak postrzelenie tej kobiety, we wszystkie kończyny i zostawienie jej na pastwę Hien, które byłyby depresją i załamaniem nerwowym.
Jest też Mikołaj, gość który ma własną firmę i zarabia 5 razy więcej niż moi rodzice razem. Spędzam z nim dużo czasu, jest niewiele starszy ode mnie i bardzo w porządku dla kobiet. Gość, który potrafi bezinteresownie pójść i przynieść mi kawę, gdy ja się uczę w bibliotece. Cenię takie gesty bardziej niż wszystko inne na świecie. Chyba jak na razie jedyny porządny facet, którego spotkałem w tym mieście. Postrzega kobiety tak samo jak i ja, pewnie dlatego się dogadujemy, mimo różnicy wieku. Nie ma kobiety, bo nie ma na nią czasu. Poświęcał czas dla kobiet, one tego nie doceniały, że był obok nich, gdy w tej chwili mógł być gdziekolwiek. Marzył im się facet z plakatu, teledysku czy filmu. Niebieskooki, blond włosy, o atletycznej sylwetce, taki co będzie jej powtarzał, że ją kocha. Będzie jej powtarzał, tak jak dwudziestu poprzednim. Kochane koleżanki, krótka rada "ludzie prawdziwi, nie wyglądają jak Ibisz". Teraz, gdy zobaczyły, że ciężko o prawdziwego faceta w tym zepsutym mieście, piszą do niego, dzwonią, a ja czasem przy nim czytam jego rozmowy z tymi kobietami i się szeroko uśmiecham. Czasem próbują go zaciągnąć do łóżka, facet ma wszystko, one dzięki wspólnemu dziecku mogłyby też to mieć. Zaciąganie bogatych facetów do łóżka przez studentki to standard w tym mieście.
"Tu każdy jak dyma kręci komórką film
No chyba, że zdradza żonę, czyli nie kręci nikt..."
Samotne, spragnione miłości i bliskości studentki są podatne na kłamstwo równie mocno jak dziecko.
"Diabeł ubiera się u Prady, nie jesteś Aniołem chociaż Zara to jest max na co Cię stać,
próbują Ci dawać rady, sami nie dają rady i żyją cały czas bez zmian...."
Studentki? Uciekają do Warszawy spragnione high life-u. Kluby, domówki i inne bale na których każda chce być królową. Studentki.... moralność spływa im razem z makijażem pod prysznicem.
Samotność zjada je tutaj kompletnie. Nie mając ambicji, nie patrząc w przyszłość, nie mając chłopaka wmawiają sobie, że trzeba żyć chwilą. Dwie znajome przespały się już z kilkoma chłopakami, gdzie dopiero co zaczęły studia i myślą, że będzie z tego miłość. Hee... Potem płaczą nad kawą po północy wmawiając sobie, że faceci to świnie, bo po tym wszystkim żaden z nich nie dzwoni. Też bym nie miał ochoty rozmawiać z kobietą, która po kilku spotkaniach wpuszcza mnie do łóżka. Mija pół semestru, jedna z nich dzwoni do mnie zapłakana, że rzuciła studia i nie wie co teraz będzie, he... zabawnie, polecam 5 melanży w tygodniu bo 4 to za mało, wtedy byłyby same piątki w indeksie. Te wszystkie najładniejsze dziewczyny z liceum, takie niedostępne były, gdy były jeszcze w maturalnej klasie. Poszczególne, gdy pytałem czy dadzą się wyciągnąć na kawę, to nie miały czasu(wyrażały niechęć). Teraz, gdy rozmawiam z nimi to chętnie wyszłyby, ze mną. Dorosłe życie + praca uszlachetnia, co nie dziewczyny? Np: taka Monika, dziewczyna tylko dla "górno-półkowych" chłopaków, jedna z najpiękniejszych dziewczyn, która wszystkim mówiła "nie", aż trafiła na mojego kolegę w warszawie, kierownika restauracji - zauroczyła się, wmawiając sobie, że to miłość. Pisałem w ostatnim akapicie poprzedniego wpisu czym jest miłość. Na 4 randce już spał z nią. Dowiedziałem się o tym przypadkiem jak rozmawiałem rok po fakcie z tym kolegą o dziewczynach. Zabawne jak życie pisze nasz zeszyt. Jakiś czas temu, dostałem fajne pytanie od znajomej z warszawy podczas rozmowy: "Ej, czy ty serio jesteś tym prawdziwym?". Zabawnie. Odpowiedziałem: "nie wiem, nie dowiesz się, jeśli się nie przekonasz...". Specjalnie prowokuję ludzi, ponieważ większą wartość ma dla mnie kobieta, która nie mając pewności, będąc zrażoną do świata przez prostackich facetów, potrafi podjąć ryzyko, poświęcając czas, by mnie lepiej poznać.
"Szukasz miłości, gdzie miłość to tylko słowo...."
Dojrzałości żaden z nich nie znajdzie w klubie, nie nabędzie na studiach, ani nie kupi w pobliskim markecie...
"I bez ASP wejdziesz głęboko w sztukę..."
Studenci... Studia w takim mieście to raj dla nich.
Przybywają na studia, "studiować" za pieniądze rodziców. Na randki też chodzą za pieniądze rodziców. Każdy z nich ma pojęcie o życiu, takie co kowal o elektryce. Rozpieszczeni chłopcy, którzy myślą że świat należy do nich. Wbijają do klubów, robią zakłady. Który z nich przeliże więcej pijanych studentek na jednej imprezie. Sex? też nie jest tu problemem. Wystarczy dobry outfit, fajny instagram, troszkę sztucznych mięśni które wyrabiają na odżywkach oraz duża liczba przygotowanych kłamstw, będących dla tych kobiet niczym haczyk z proteiną dla ryby. To wystarczy, by co weekend z klubu wychodzić z inną dziewczyną i spędzać u niej noc. Gdy opowiadałem o tym paru znajomym nie wierzyli. Dopiero, gdy ich spotkałem po czasie, chwalili mi się swoimi "osiągnięciami", które liczą w zaliczonych dziewczynach. Wychodzisz z kumplem na piwo, a najciekawszą rzeczą którą może Ci opowiedzieć jest to, że jakaś dziewczyna się w nim zakochała i cały czas do niego pisze, bo ona coś "czuje" , gdzie koledzy postrzegają to w ten sposób "nie łudź się, że to miłość, przecież wiesz że to sex". Koledzy choć mają dziewczyny, to ściągają na telefony aplikacje, w których mogą ukryć rozmowy z poszczególnymi dziewczynami. Walą po rogach te niewinne dziewczyny, po czym wracają do swojej, a ona nie wiedząc o niczym, żyje jak gdyby nigdy nic. To zabawne. Jeszcze potrafią Cię krytykować za to, że coś próbujesz osiągnąć, ponieważ oni nic nie robią i czują się najlepsi. "rekordy w piciu piwa chłopcy dzielnie chcą pobić." Kolejny autentyk wśród moich znajomych, gdy jest związek. Chłopak popił i całował się publicznie z inną dziewczyną, gdy na następny dzień nastawił się, że jego związek się rozsypie, na spotkaniu ze swoją dziewczyną zamiast usłyszeć szereg obraźliwych epitetów usłyszał od niej "nic się nie stało, byłeś pijany więc ja to rozumiem.", byli nadal razem, gdzie tu mózg? Pół roku później jest sylwester, gdzie ona zrobiła dokładnie to samo co on, lecz była lepsza, bo zrobiła to z chłopakiem, który miał dziewczynę i jego dziewczyna też była na tym sylwestrze. Pozdrawiam serdecznie zakochanych. Faceci... ehh, Pozdrawiam tylko ich przyszłe żony i życzę owocnego życia, takiego jakie prowadzi kolega, o którym pisałem na początku tego wpisu. Wielcy panowie "dorośli".
"Moralność? to wymysł przegrywających...bo dopiero dojrzałość równa się dorosłość..."
Nie Diabeł, nie Anioł, nie Bóg, nie Szatan...to ja idę pewnym krokiem po ognistych kwiatach.
"mógłbym ci powiedzieć jak nie cieszyć się z życia
jak być złym człowiekiem, traktować ludzi jak psy
to przychodzi z wiekiem, gdy chcemy się rozliczać
i udowadnia ile jesteśmy warci..."
Kim więc jestem ja? jestem zgorzkniałym typem, który żyje według swoich zasad i omija z dala wszystko to co wymienił powyżej. Śmiesznie to wygląda. Skrytykowałem wszystkich wokół i pokazałem jacy są słabi, czy oczerniłem ich. Pewnie pomyślicie sobie teraz o mnie, że zrobiłem to by podkreślić swoją doskonałość? nic z tych rzeczy. To bezcelowe, gdy piszę te posty anonimowo. Ktoś stwierdził, że piszę to pod ludzi, by im się podobało, czy by zdobyć ich sympatię. Sami wiecie że nie promuję tego bloga nigdzie, wysłałem kilku osobom i tym, którym się podobało to wysyłam wciąż, jeśli czytają. Każdy z was czyta to dobrowolnie. Więcej argumentów nie potrzebuję, po prostu... "Nie mam zamiaru spełniać czyichś oczekiwań, w życiu nie chodzi o to by sympatię zdobywać". Sami poszukajcie sensu tej wypowiedzi. Ja lubię siąść na starówce, czy w galerii i patrzeć na tych wszystkich zadbanych i nie zadbanych ludzi. Patrzę na ich zachowania, patrzę jak się poruszają, patrzę jak rozmawiają, patrzę na wszystko prócz na ich Moralność. Życie byłoby piękniejsze, gdyby tramwaj czasem poczekał sekundę dłużej, aż staruszka do niego wsiądzie, niż patrzeć jak odjeżdża. Byłoby pięknie, gdybym widział, że te kobiety mają jakiś cel w życiu, nie tylko imprezy ze znajomymi. Byłoby lepiej, gdybym widział tych facetów jak szanują obce kobiety. Wszystko byłoby idealne, gdybym miał pewność, że żaden Tata nie robi na boku drugiej Mamy. Bywa tak czasem, że rozmawiam z matkami moich koleżanek. Po dłuższym wywiadzie z ich strony, chcą mnie swatać ze swoimi córkami, córki nie chcą być swatane. Śmieszne, przecież to wasza Matka wie co dla was najlepsze ;) Żyjcie na całego! lecz jak to jest żyć na całego? Ponoć człowiek jest nikim jeśli nie ma w życiu celu. Mój Tata dziś mi powiedział, że jego celem jest to, byśmy razem z rodzeństwem ułożyli sobie jak najlepiej nasze życie. Gratulacje Tato, wreszcie powiedziałeś coś z sensem. Jestem serdeczny dla wszystkich, nie żywię do ludzi zawiści, po prostu ignoruję tych złych, jeśli nie robią krzywdy komuś. Broń Boże, by jakiś podniósł rękę na kobietę czy dziecko, na moich oczach. Każdy wpis może ukazywać mnie w świetle pesymisty i krytyka, może.... a jak jest? to nieistotne. Każdy ma jakieś swoje odchyły, jedni płaczą po nocach sami w domu, inni idą się na kimś wyżyć, jeszcze inni podejmują próbę żyletki, a ja siedzę i piszę by was karmić doświadczeniami.
"masz tak samo jak on? spoko, może kiedyś go spotkasz WWA nocą, lubi patrzeć na stary kościół siedząc pod filarem, za uśmiech z pewnością poświęci chwil pare..."
Kilka osób czytając moje wpisy stwierdziło, że muszę być bardzo smutnym człowiekiem, pełnym żalu, szukającym na siłę szczęścia. Wcale tak nie jest. Znajdź bardziej wesołą osobę ode mnie, a kupię Ci flaszkę. Szczęścia mam tyle, że chcę się nim dzielić z innymi, zawistni ludzie i tak to skrytykują lub kobiety o które się staram powiedzą "chciałabym byś był tylko dla mnie taki, a ty jesteś taki dla wszystkich." po czym mnie odrzucają. Egoizm to negatywna cecha, drogie koleżanki. Ci co mnie dobrze znają i czytają te wpisy, a jest ich tylko 5-8 osób, twierdzą że ten blog jest abstrakcją mojej osoby. To dobrze, zawsze chciałem coś osiągnąć i na to nie wyglądać. Zawsze chciałem zaskakiwać. Ostatnio zaskakuję każdą nowo poznaną osobę, która przez syndrom bycia człowiekiem, ocenia mnie na początku po wyglądzie i ubiorze, dalej tylko wzrasta chęć tej osoby do poznania mnie mocniej. To działa, tylko na osobach, które wcześniej o tobie nie słyszały, osoby z twojego miasta które znają Cię z plotek swoich koleżanek i przyjaciółek, mają już ułożony swój scenariusz i rysopis twojej osoby, mimo że rozmawiałeś z nimi raz w życiu, czy dwa. Te wpisy są niczym moje myśli, gdy rozmawiam z wami. Słucham, przetwarzam i wyrabiam sobie o was zdanie. Nie chcę od was życzeń, czy innych dobrych rad. Choć mogę sobie nie chcieć, każdy komentarz od was cieszy mnie mocno, więc zrobicie jak uważacie.
Głupotą jest odrzucanie czegoś co nam sprawia radość, nie sądzisz koleżanko?
Za mało ludzi w tych ciałach, za mało zieleni w kwiatach, za mało jasności w świetle, by poczuć ciepło na zimnym wietrze...
"My mamy coś dla Ciebie, chcesz tego na pewno mała,
kapelusze, szaliki, złoto, sława....chcesz? czerwony dywan czeka, zapraszam..."
Znowu weekend. Siedzę na oknie, słucham warszawskich poetów i oglądam się przez prawe ramie patrząc na Marriott. Czekam na wykład. Siedzę i patrzę jak Ci starsi studenci podlizują się do wykładowców, by mieć lepsze oceny. Ironia, gdy dostajemy wyniki egzaminów, jest przeciwnie. Marriott, ja mogę na niego tylko popatrzeć, Ci faceci ode mnie ze studiów mogą tam wejść. Nie zazdroszczę im, nie żyłem nigdy w luksusie, więc nie jestem do niego przywiązany. Tak jak nie jestem przywiązany do dużych pieniędzy. Gdy kupuję prezent, potrafię dorzucić 50 zł by stworzyć sytuację, która da lepszy efekt, sprawiając komuś dwa razy większą radość, przy prezencie który kosztuje 15.
Stolica to zepsute miasto... Cieszę się że jestem tam tylko raz na dwa tygodnie, mogę wtedy dostrzegać tylko atuty tego miasta, zamiast ciągle patrzeć na wyniszczający się człowieczy los. Jak pisałem w poprzednim wpisie, nie miałem praktycznie niczego w dzieciństwie, a teraz? teraz siedzę z tymi kierownikami i prezesami co dwa weekendy, piję wódkę i whiskey za ich pieniądze, słuchając ich bzdur i patrząc jak przytulają się do tych pijanych studentek, mimo że mają już żony i dzieci. Ja siedzę spokojnie, pewnie dlatego, że nie mam tej "żony" i dzieci. Ciągnę ich za język, gdy się upiją, bym miał wam o czym pisać na tym blogu. Ostatnio jeden z nich, który ma 36 lat, wkładał studentce zębami 50 zł między piersi. Gdy przyjeżdżam odebrać od niego notatki, zawsze drzwi otwiera mi jego żona, jest bardzo ładna, zawsze trzyma dziecko na rękach, w jej oczach widzę szczęście i dumę z męża, który ciężko pracuje, by utrzymać rodzinę i robi studia, by poprawić status. Pewnie dlatego, iż jest nie świadoma co jej mąż robi po wykładach. Mógłbym jej powiedzieć, mógłbym... ale nie chcę psuć czyjegoś pseudo-szczęścia. To byłoby jak postrzelenie tej kobiety, we wszystkie kończyny i zostawienie jej na pastwę Hien, które byłyby depresją i załamaniem nerwowym.
Jest też Mikołaj, gość który ma własną firmę i zarabia 5 razy więcej niż moi rodzice razem. Spędzam z nim dużo czasu, jest niewiele starszy ode mnie i bardzo w porządku dla kobiet. Gość, który potrafi bezinteresownie pójść i przynieść mi kawę, gdy ja się uczę w bibliotece. Cenię takie gesty bardziej niż wszystko inne na świecie. Chyba jak na razie jedyny porządny facet, którego spotkałem w tym mieście. Postrzega kobiety tak samo jak i ja, pewnie dlatego się dogadujemy, mimo różnicy wieku. Nie ma kobiety, bo nie ma na nią czasu. Poświęcał czas dla kobiet, one tego nie doceniały, że był obok nich, gdy w tej chwili mógł być gdziekolwiek. Marzył im się facet z plakatu, teledysku czy filmu. Niebieskooki, blond włosy, o atletycznej sylwetce, taki co będzie jej powtarzał, że ją kocha. Będzie jej powtarzał, tak jak dwudziestu poprzednim. Kochane koleżanki, krótka rada "ludzie prawdziwi, nie wyglądają jak Ibisz". Teraz, gdy zobaczyły, że ciężko o prawdziwego faceta w tym zepsutym mieście, piszą do niego, dzwonią, a ja czasem przy nim czytam jego rozmowy z tymi kobietami i się szeroko uśmiecham. Czasem próbują go zaciągnąć do łóżka, facet ma wszystko, one dzięki wspólnemu dziecku mogłyby też to mieć. Zaciąganie bogatych facetów do łóżka przez studentki to standard w tym mieście.
"Tu każdy jak dyma kręci komórką film
No chyba, że zdradza żonę, czyli nie kręci nikt..."
Samotne, spragnione miłości i bliskości studentki są podatne na kłamstwo równie mocno jak dziecko.
"Diabeł ubiera się u Prady, nie jesteś Aniołem chociaż Zara to jest max na co Cię stać,
próbują Ci dawać rady, sami nie dają rady i żyją cały czas bez zmian...."
Studentki? Uciekają do Warszawy spragnione high life-u. Kluby, domówki i inne bale na których każda chce być królową. Studentki.... moralność spływa im razem z makijażem pod prysznicem.
Samotność zjada je tutaj kompletnie. Nie mając ambicji, nie patrząc w przyszłość, nie mając chłopaka wmawiają sobie, że trzeba żyć chwilą. Dwie znajome przespały się już z kilkoma chłopakami, gdzie dopiero co zaczęły studia i myślą, że będzie z tego miłość. Hee... Potem płaczą nad kawą po północy wmawiając sobie, że faceci to świnie, bo po tym wszystkim żaden z nich nie dzwoni. Też bym nie miał ochoty rozmawiać z kobietą, która po kilku spotkaniach wpuszcza mnie do łóżka. Mija pół semestru, jedna z nich dzwoni do mnie zapłakana, że rzuciła studia i nie wie co teraz będzie, he... zabawnie, polecam 5 melanży w tygodniu bo 4 to za mało, wtedy byłyby same piątki w indeksie. Te wszystkie najładniejsze dziewczyny z liceum, takie niedostępne były, gdy były jeszcze w maturalnej klasie. Poszczególne, gdy pytałem czy dadzą się wyciągnąć na kawę, to nie miały czasu(wyrażały niechęć). Teraz, gdy rozmawiam z nimi to chętnie wyszłyby, ze mną. Dorosłe życie + praca uszlachetnia, co nie dziewczyny? Np: taka Monika, dziewczyna tylko dla "górno-półkowych" chłopaków, jedna z najpiękniejszych dziewczyn, która wszystkim mówiła "nie", aż trafiła na mojego kolegę w warszawie, kierownika restauracji - zauroczyła się, wmawiając sobie, że to miłość. Pisałem w ostatnim akapicie poprzedniego wpisu czym jest miłość. Na 4 randce już spał z nią. Dowiedziałem się o tym przypadkiem jak rozmawiałem rok po fakcie z tym kolegą o dziewczynach. Zabawne jak życie pisze nasz zeszyt. Jakiś czas temu, dostałem fajne pytanie od znajomej z warszawy podczas rozmowy: "Ej, czy ty serio jesteś tym prawdziwym?". Zabawnie. Odpowiedziałem: "nie wiem, nie dowiesz się, jeśli się nie przekonasz...". Specjalnie prowokuję ludzi, ponieważ większą wartość ma dla mnie kobieta, która nie mając pewności, będąc zrażoną do świata przez prostackich facetów, potrafi podjąć ryzyko, poświęcając czas, by mnie lepiej poznać.
"Szukasz miłości, gdzie miłość to tylko słowo...."
Dojrzałości żaden z nich nie znajdzie w klubie, nie nabędzie na studiach, ani nie kupi w pobliskim markecie...
"I bez ASP wejdziesz głęboko w sztukę..."
Studenci... Studia w takim mieście to raj dla nich.
Przybywają na studia, "studiować" za pieniądze rodziców. Na randki też chodzą za pieniądze rodziców. Każdy z nich ma pojęcie o życiu, takie co kowal o elektryce. Rozpieszczeni chłopcy, którzy myślą że świat należy do nich. Wbijają do klubów, robią zakłady. Który z nich przeliże więcej pijanych studentek na jednej imprezie. Sex? też nie jest tu problemem. Wystarczy dobry outfit, fajny instagram, troszkę sztucznych mięśni które wyrabiają na odżywkach oraz duża liczba przygotowanych kłamstw, będących dla tych kobiet niczym haczyk z proteiną dla ryby. To wystarczy, by co weekend z klubu wychodzić z inną dziewczyną i spędzać u niej noc. Gdy opowiadałem o tym paru znajomym nie wierzyli. Dopiero, gdy ich spotkałem po czasie, chwalili mi się swoimi "osiągnięciami", które liczą w zaliczonych dziewczynach. Wychodzisz z kumplem na piwo, a najciekawszą rzeczą którą może Ci opowiedzieć jest to, że jakaś dziewczyna się w nim zakochała i cały czas do niego pisze, bo ona coś "czuje" , gdzie koledzy postrzegają to w ten sposób "nie łudź się, że to miłość, przecież wiesz że to sex". Koledzy choć mają dziewczyny, to ściągają na telefony aplikacje, w których mogą ukryć rozmowy z poszczególnymi dziewczynami. Walą po rogach te niewinne dziewczyny, po czym wracają do swojej, a ona nie wiedząc o niczym, żyje jak gdyby nigdy nic. To zabawne. Jeszcze potrafią Cię krytykować za to, że coś próbujesz osiągnąć, ponieważ oni nic nie robią i czują się najlepsi. "rekordy w piciu piwa chłopcy dzielnie chcą pobić." Kolejny autentyk wśród moich znajomych, gdy jest związek. Chłopak popił i całował się publicznie z inną dziewczyną, gdy na następny dzień nastawił się, że jego związek się rozsypie, na spotkaniu ze swoją dziewczyną zamiast usłyszeć szereg obraźliwych epitetów usłyszał od niej "nic się nie stało, byłeś pijany więc ja to rozumiem.", byli nadal razem, gdzie tu mózg? Pół roku później jest sylwester, gdzie ona zrobiła dokładnie to samo co on, lecz była lepsza, bo zrobiła to z chłopakiem, który miał dziewczynę i jego dziewczyna też była na tym sylwestrze. Pozdrawiam serdecznie zakochanych. Faceci... ehh, Pozdrawiam tylko ich przyszłe żony i życzę owocnego życia, takiego jakie prowadzi kolega, o którym pisałem na początku tego wpisu. Wielcy panowie "dorośli".
"Moralność? to wymysł przegrywających...bo dopiero dojrzałość równa się dorosłość..."
Nie Diabeł, nie Anioł, nie Bóg, nie Szatan...to ja idę pewnym krokiem po ognistych kwiatach.
"mógłbym ci powiedzieć jak nie cieszyć się z życia
jak być złym człowiekiem, traktować ludzi jak psy
to przychodzi z wiekiem, gdy chcemy się rozliczać
i udowadnia ile jesteśmy warci..."
Kim więc jestem ja? jestem zgorzkniałym typem, który żyje według swoich zasad i omija z dala wszystko to co wymienił powyżej. Śmiesznie to wygląda. Skrytykowałem wszystkich wokół i pokazałem jacy są słabi, czy oczerniłem ich. Pewnie pomyślicie sobie teraz o mnie, że zrobiłem to by podkreślić swoją doskonałość? nic z tych rzeczy. To bezcelowe, gdy piszę te posty anonimowo. Ktoś stwierdził, że piszę to pod ludzi, by im się podobało, czy by zdobyć ich sympatię. Sami wiecie że nie promuję tego bloga nigdzie, wysłałem kilku osobom i tym, którym się podobało to wysyłam wciąż, jeśli czytają. Każdy z was czyta to dobrowolnie. Więcej argumentów nie potrzebuję, po prostu... "Nie mam zamiaru spełniać czyichś oczekiwań, w życiu nie chodzi o to by sympatię zdobywać". Sami poszukajcie sensu tej wypowiedzi. Ja lubię siąść na starówce, czy w galerii i patrzeć na tych wszystkich zadbanych i nie zadbanych ludzi. Patrzę na ich zachowania, patrzę jak się poruszają, patrzę jak rozmawiają, patrzę na wszystko prócz na ich Moralność. Życie byłoby piękniejsze, gdyby tramwaj czasem poczekał sekundę dłużej, aż staruszka do niego wsiądzie, niż patrzeć jak odjeżdża. Byłoby pięknie, gdybym widział, że te kobiety mają jakiś cel w życiu, nie tylko imprezy ze znajomymi. Byłoby lepiej, gdybym widział tych facetów jak szanują obce kobiety. Wszystko byłoby idealne, gdybym miał pewność, że żaden Tata nie robi na boku drugiej Mamy. Bywa tak czasem, że rozmawiam z matkami moich koleżanek. Po dłuższym wywiadzie z ich strony, chcą mnie swatać ze swoimi córkami, córki nie chcą być swatane. Śmieszne, przecież to wasza Matka wie co dla was najlepsze ;) Żyjcie na całego! lecz jak to jest żyć na całego? Ponoć człowiek jest nikim jeśli nie ma w życiu celu. Mój Tata dziś mi powiedział, że jego celem jest to, byśmy razem z rodzeństwem ułożyli sobie jak najlepiej nasze życie. Gratulacje Tato, wreszcie powiedziałeś coś z sensem. Jestem serdeczny dla wszystkich, nie żywię do ludzi zawiści, po prostu ignoruję tych złych, jeśli nie robią krzywdy komuś. Broń Boże, by jakiś podniósł rękę na kobietę czy dziecko, na moich oczach. Każdy wpis może ukazywać mnie w świetle pesymisty i krytyka, może.... a jak jest? to nieistotne. Każdy ma jakieś swoje odchyły, jedni płaczą po nocach sami w domu, inni idą się na kimś wyżyć, jeszcze inni podejmują próbę żyletki, a ja siedzę i piszę by was karmić doświadczeniami.
"masz tak samo jak on? spoko, może kiedyś go spotkasz WWA nocą, lubi patrzeć na stary kościół siedząc pod filarem, za uśmiech z pewnością poświęci chwil pare..."
środa, 11 grudnia 2013
#17 Bagażowy
Cześć, Mam 21 lat. Jeśli dzisiejsza młodzież jest romantyczna, emocjonalna, urocza, czuła i wrażliwa oraz szlachetna to możesz mówić na mnie: Socjopata.
Jestem młody. Mówią, że w cierpieniu dojrzewa się dwa razy szybciej. Cały tekst poniżej, to tylko część mojego Bagażu, który dźwigam na co dzień.
"Koloru, Twoje poliki, są wiśni,
gdy idziesz do podstawówki i jesteś inny, niż wszyscy."
Kim jestem? Moi koledzy mieli pieniądze, ja nie prosiłem Mamę o złotówkę, bo wiedziałem, że nie miała. Ciężko utrzymać piątkę dzieci z pensji przedszkolanki i mechanika który dostawał lekko ponad najniższą krajową. Ciężko mieszkać w 7 osób w dwupokojowym mieszkaniu blokowym. Ciężko było żyć na moim osiedlu nie paląc, nie pijąc, nie będąc wandalem. Ciężej było moim rodzicom, iż musieli znosić skargi wszystkich sąsiadek na mnie, mimo wszystkich innych problemów. Musieli słuchać, że ich syn pobił kogoś, że ich syn zaczął palić papierosy w pierwszej podstawówce. Musieli słuchać moich kłamstw, a ja musiałem znosić ból, który zadawał mi mój ojciec w ramach kary. Ciężko było żyć, nienawidząc swojego ojca, lecz pewnie ciężej było mojemu koledze wnosić swojego pijanego ojca na pierwsze piętro do domu. Ja przynajmniej Ojca miałem, on mimo że miał, to nie mógł tego odczuć.Wychodziłem rano wracałem wieczorem. Nie chciałem siedzieć w domu. Młodszy brat? biłem się z nim ciągle. On mówił do mnie "krzywa japa" ja w japę go uderzałem. Sumienie? na blokach tego się nie nauczysz. Ponoć uderzyć brata, to gorzej niż popełnić samobójstwo. To nie wszystko, byłem gorszy od innych. Byłem najgorszy, a przynajmniej tak się czułem. Dlaczego? możesz stwierdzić że robię z siebie męczennika, ale ty nie odziedziczyłeś wady genetycznej po swojej babci, przez co byłeś obiektem pośmiewisk. Na piątkę dzieci musiało trafić na mnie, Bóg mnie kocha. Przychodziłem do szkoły i mimo, że miałem kolegów, to śmieli się czasem z tego.
"Przyzwyczaiłem się i kiedy miał nowy dowcip pupil
Mówiłem "Krzywą buzię mieć wolę, niż być głupi"."
Miałem kolegów starszych i młodszych z którymi spędzałem czas na osiedlu. Moje dzieciństwo to loteria, jednego dnia grałem z kimś w zośkę pod blokiem, chwaliłem mu się, co nowego się nauczyłem, by dostać od starszych kolegów pochwalę, ponieważ od rodziców ich nie dostawałem. Drugiego dnia widzę tą samą osobę z pętlą na szyi wiszącą w lesie przy blokach. Przyjaciół tu nie znajdziesz, twierdziłem że mam jednego. Po 18 latach znajomości pokazał kły. Kolega też ponoć miał. Zrobił domówkę, a przyjaciele, gdy zobaczyli iż jest pijany, wyciągnęli od niego pin do karty bankomatowej i wyciągnęli całe jego pieniądze. Dziewczyna go rzuciła, gdy opłacił jej prawo jazdy i udało się jej zdać. + Masa innych faktów, o których wiem tylko ja i nikt więcej na osiedlu, nawet rodzina, nawet nie wiedzą przyjaciele. Wiem ponieważ często odwoziłem go do domu z pobliskiego miasta, gdy był pijany. Skończył podobnie do poprzedniego kolegi z pętlą na szyi. Myślałem że jak pójdę do gimnazjum to czasy się zmienią, wszystko będzie dobrze. Straciłem następnego kolegę, który skończył ze sobą w ten sam sposób. Życie jest przykre, zakończyć swoje istnienie w wieku 14 lat. Będąc młodym nie wiedziałem, dlaczego Milena zasłaniała blizny swetrem na swoim ciele. Nie wiedziałem też dlaczego Zbyszek wtedy nie pojawił się w szkole, mimo iż mieliśmy grać razem w ręczną na wf-ie. Moi koledzy z którymi się wychowywałem spędzając całe dnie, kiedyś mówili że będą szefami w dobrych firmach i będą zarabiać tyle floty że będą mieli wszystko. Teraz pytają mnie czy mam pożyczyć pieniądze do jutra, bo swoje już całe przepili. Marcin mimo że już Ojca nie ma, dokonał czegoś, czego nie był w stanie dokonać żaden polak, a ponoć tutaj jest tylko Patologia...Tata pewnie jest z niego dumny tam na górze. Ania zawsze mówiła, że chce mieć przystojnego faceta, który będzie ją kochał, z tej miłości straciła cnotę w podstawówce, później miało ją pół osiedla. Michał był narkomanem. Pił, ćpał i tak w kółko ale miał niezwykły talent, rzeźbił lepiej niż 3/4 ludzi w Polsce, gdyby nie jego brat leżałby teraz zaćpany na śmierć pod klatką blokową. Co się stało ze mną? skoro wychowywałem się wśród takich ludzi. Czytaj dalej... Mówiłem o tym na maturze ustnej, komisja gratulowała mi osobiście podając mi dłoń. Przypadków jest cała masa, a ja znam je doskonale, dlatego tak szanuję życie, z tego powodu często odmawiam, gdy wciągają mnie by się uchlać, wylewam wódkę za moich kolegów, których już nie ma.
"To bezsens chłopaku, mimo całego syfu
nie rób sobie krzywdy przez rzeczy na które nie masz wpływu..."
Dodatkowo moje pochodzenie mówiło za siebie, najbardziej patologiczne osiedle w powiecie? zdanie mają o tym wasi rodzice, wy raczej nie wiecie zbyt wiele. Waszego snu nie przerywały strzelaniny o 2 w nocy na osiedlu, czy tak zwane ustawki między miejscowe. Ludzie boją się tu przyjeżdżać, ludzie nie boją się o tym mówić źle, bo przecież każdy mówi źle, czyli to dla nich normalne. Ludzie błądzą, dlatego nie utożsamiam się z nikim. Wyobraź sobie sytuację, gdy idziesz na praktyki i twój opiekun się pyta skąd jesteś, gdy mu odpowiesz patrzy na ciebie z pogardą, traktuje Cię gorzej, zadając pytanie "jak tam nie powiesił się u was nikt ostatnio...?", a tobie przed oczami w tym momencie wyświetlają się koledzy, którzy odeszli. De facto, przykro mi było. Nie mogłem z tym nic zrobić. Moja wada? Operacja, była niemożliwa, a nawet jeśli byłaby możliwa, to nie byłoby stać moich rodziców na to. Zacząłem grać w nogę, grałem zawsze w pierwszym składzie - osiedlowy talent + mój dobry kolega, który też jak większość tutaj, miał ojca alkoholika. Zdobyłem szacunek na osiedlu, choć nadal zdarzało się, że ktoś mnie obrażał z powodu mojej wady, lecz wtedy już uśmiechałem się do nich, bo szkoda słów. Szkoła średnia, w końcu było stać moich rodziców na aparat, choć przy tak wielkiej wadzie wyleczenie całkowite nie było możliwe, pięciu lekarzy spasowało twierdząc, że to niemożliwe, kto im dał dyplom... Straciłem już nadzieję że będę "normalny".
"Dlaczego siedzisz do północy znów mały,
dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany
ciemną nocą... to jakaś autoagresja?
nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty..."
Pisząc to wszystko nie czuję się jakbym miał kluskę w gardle, lecz jakby mi ktoś do przełyku włożył gruz owinięty kolczastym drutem. Miłosne zawody są niczym w porównaniu z tym wszystkim, raczej się uśmiecham, gdy w tym przypadku mi coś nie wyjdzie. Wracając do mojej wady. Po długim czasie znalazła się Pani, która wątpiła, że się to uda, lecz podjęła wyzwanie ze zwątpieniem w oczach. Zrobiło się jej tak szkoda, gdy patrzyła w moje błękitne oczy, widziała w nich cierpienie, darzyła mnie współczuciem, przez co nie brała od nas żadnych pieniędzy za wizytę, gdzie od innych chciała po ok. 200 zł. Moją wadę w 40 % zminimalizowano, za co kupiłem tej Pani na koniec kuracji, piękny bukiet kwiatów. Cieszyła się z miłego gestu ponieważ nie miała męża, ja też cieszyłem się w pewnym stopniu, choć na zdjęciach nadal nie wyglądałem naturalnie. Rozmawiając z kimś starałem się stać przodem zamiast bocznym profilem. Widziałaś kiedyś płaczącego faceta, który nie płacze z powodu Bólu? jeżeli nie to szkoda, że nie byłaś wtedy przy mnie.
"Zabłądziłem wśród tych ulic, brudnych ulic
brudnych tak, że możesz brud przytulić... czujesz?"
Chodziłem do szkoły średniej, miałem beef z połową mojej klasy, ponieważ mogli pomiatać słabszymi, ja sobie na to nie pozwalałem. Spędzałem czas głównie z osobami z innych klas. Poznawałem masę ludzi, poznałem najładniejsze dziewczyny ze szkoły, za co znienawidziła mnie kolejna grupa ludzi. Ponieważ, wychodziłem czasem na spacer z dziewczynami, do których oni nie mieli startu. Żadnej nie kochałem po prostu lubię rozmawiać z kobietami, a one chyba widziały, iż mogą mi ufać. Dzięki Pani od Angielskiego zrodził mi się projekt w głowie. Zebrałem informacje, zacząłem działać, zacząłem się starać. Walczyłem rok o coś co nie dałoby mi nic prócz satysfakcji. Nie dało, ponieważ nie udało mi się. Przypadkiem podsłuchałem rozmowę rodziców, gdy wspominali, że to o co walczę jest niemożliwe, Tata się lekko podśmiewał z moich ambicji. To smutne, że nawet rodzina nie wierzy w ciebie. Minął drugi rok, coś ruszyło w tej sprawie. Okrzyknęli mnie przykładem współczesnej młodzieży w gazetach. Pokazałem, że mam iskrę, walczę o coś do końca, zamiast dużo mówić i błyszczeć.
"To czas gdy z nienawiścią chodziłem pod rękę...
oprócz mnie samego nikt nie wierzył we mnie..."
Nie kochali nas rodzice albo po prostu tego nie odczuwaliśmy, gdy mogliśmy porównać siebie do kolegów z dobrych domów. Dzięki temu wszystkiemu miałem ambicje pięć razy większe, niż moi koledzy. Nie miałem pieniędzy więc nie chodziłem na imprezy, szlifowałem talent. Dziewczyny zaczęły do mnie pisać i piszą do tej pory, koledzy zaczęli odzywać się, gdy zaczynałem coś osiągać, od 4 zwycięstw w szkolnych turniejach, przez występ na kilku koncertach w stolicy, wywiady do artykułów, powiatowa gazeta, aż po zapisanie się w historii mojego rodzinnego miasta. Nazwali mnie prekursorem. Koledzy chcą stawiać wódkę, opić sukces, ludzie którzy mnie praktycznie nie znają z mojego osiedla też chcą stawiać wódkę i opić sukces. Rodzice zawsze narzekali, że syn się nie uczy, Ojciec wołał do mnie nie po imieniu, lecz "Ty głąbie". Teraz syn jest prymusem na najlepszej Polskiej uczelni. Dziekan mu powiedział, że widzi w nim potencjał. Znajomi zawsze chcieli tej Sławy, lecz wyszło odwrotnie, gdy ja chciałem mieć tylko spokój, dlatego teraz mam tylu wrogów pośród bloków - Zawiść, Zazdrość, zmieszana z agresją. Wiedza oraz doświadczenia życiowe, to coś czego nie ukradnie mi dres pod blokową klatką...
"Warte nic milion w gaciach, przy miliardzie w rozumie..."
Tata nadal chyba nie czuje dumy z syna, Mama chwali się koleżankom. Ja po prostu robię to dla siebie, skąd we mnie taka iskra? Nie miałem nic w dzieciństwie. Byłem najgorszy, teraz chcę być najlepszy. Rozwinąłem wyobraźnie, by patrzeć 10 lat w przód, by kreatywność nie miała końca. Czasem wydaje mi się że posiadam zdolność empatii, ponieważ rozumiem problemy innych ludzi. Wiem co ważne, lecz wiem też co ważniejsze. Byłem smutny przez całe dzieciństwo, gdzie dzieciństwo to najważniejszy okres życia człowieka. Teraz po 20 latach czekania, gdy operacja jest możliwa, by zneutralizować moją wadę, dzięki Tomkowi wiem że nie potrzebuję jej, chcę być sobą. Chcę budzić się rano i patrzeć w lustrze na tę krzywą japę. Nie muszę się nikomu podobać, akceptuję tych co lubią mnie za to jaki jestem, a nie za to jak wyglądam. Jak to powtarzał mój dziadek, " Liczy się gest" dlatego gest mam największy dla ludzi którzy potrafią mnie zaakceptować. Największy Gest mają Ci, którzy w życiu mają najmniej. Ja nadal nie chcę mieć nic więcej, niż dobry dom i kochającą rodzinę, ponieważ o szczęście ich zadbam osobiście, szczęście można zbudować. Widziałem jak wygląda rodzinne nieszczęście, więc wierzę że karma wróci i los się do mnie odwróci, bym mógł patrzeć na rodzinne szczęście.
"I teraz, kiedy mogę mówię "chuj w to"
chcę widzieć siebie, kiedy patrzę w lustro. "
Stolica... Uśmiecham się, gdy tam jestem. Zawsze w przejściach, czy na uczelni, czy w autobusie, czy w sklepach przepuszczam kobiety, za co dostaję od nich uśmiech. Nie wiem czy istnieje takie słowo ale chyba jestem uśmiechoholikiem, jeśli chodzi o kobiety. Ponieważ, taki drobny gest z mojej strony, a każda z nich potrafi to docenić. W Ciemno mogę stawiać, iż życie w warszawie już je zniszczyło na tyle, że cieszą się z każdej miłej niespodzianki. Więc odpowiedz mi na jedno, dlaczego mała znowu jesteś smutna, najgorsze minęło, teraz może Cię spotkać tylko to co najlepsze. Ktoś zabrał Ci szczęście? teraz ono wróci i będzie go 2x więcej. Życie jest piękne i daje wiele możliwości, szkoda tracić czas na skraplanie bolesnych uczuć czy gorzkich emocji. Spójrz na taką Natalię, ma 23 lata. Miała faceta, twierdziła, że go kocha najmocniej na świecie, on też tak twierdził(faceci....) - Efekt przywiązania się do osoby. Miarą miłości nie jest ilość powtarzanego słowa "kocham" , lecz to ile w stanie jesteśmy zrobić dla drugiej osoby, mogąc w tej chwili robić cokolwiek innego. Natalia zaszła w ciążę, poroniła swoje pierwsze dziecko, a facet który twierdził że ją kocha, opuścił ją przed porodem. Mimo tego Natalia, wciąż potrafi obdarzyć uśmiechem. Ty wciąż myślisz, że masz problem ? powiem krótko. Nie widzę go.
Wybory czy zmiany są trudne, gdy umysł przyćmiewa depresja, żal, smutek, rozgoryczenie oraz wstręt do świata. Ja mogę tylko pisać we wpisach, jak można postąpić, a co powinnaś ty już wiesz to najlepiej...
"Chcesz, sprawdź mnie, mały test na zaufanie.
Chodź ze mną na chwilę Ty to moje postrzeganie.
Chcesz, zasłoń mi oczy, ja będę szedł jak ślepiec.
A co powinnaś, to Ty już wiesz to najlepiej..."
Jestem młody. Mówią, że w cierpieniu dojrzewa się dwa razy szybciej. Cały tekst poniżej, to tylko część mojego Bagażu, który dźwigam na co dzień.
"Koloru, Twoje poliki, są wiśni,
gdy idziesz do podstawówki i jesteś inny, niż wszyscy."
Kim jestem? Moi koledzy mieli pieniądze, ja nie prosiłem Mamę o złotówkę, bo wiedziałem, że nie miała. Ciężko utrzymać piątkę dzieci z pensji przedszkolanki i mechanika który dostawał lekko ponad najniższą krajową. Ciężko mieszkać w 7 osób w dwupokojowym mieszkaniu blokowym. Ciężko było żyć na moim osiedlu nie paląc, nie pijąc, nie będąc wandalem. Ciężej było moim rodzicom, iż musieli znosić skargi wszystkich sąsiadek na mnie, mimo wszystkich innych problemów. Musieli słuchać, że ich syn pobił kogoś, że ich syn zaczął palić papierosy w pierwszej podstawówce. Musieli słuchać moich kłamstw, a ja musiałem znosić ból, który zadawał mi mój ojciec w ramach kary. Ciężko było żyć, nienawidząc swojego ojca, lecz pewnie ciężej było mojemu koledze wnosić swojego pijanego ojca na pierwsze piętro do domu. Ja przynajmniej Ojca miałem, on mimo że miał, to nie mógł tego odczuć.Wychodziłem rano wracałem wieczorem. Nie chciałem siedzieć w domu. Młodszy brat? biłem się z nim ciągle. On mówił do mnie "krzywa japa" ja w japę go uderzałem. Sumienie? na blokach tego się nie nauczysz. Ponoć uderzyć brata, to gorzej niż popełnić samobójstwo. To nie wszystko, byłem gorszy od innych. Byłem najgorszy, a przynajmniej tak się czułem. Dlaczego? możesz stwierdzić że robię z siebie męczennika, ale ty nie odziedziczyłeś wady genetycznej po swojej babci, przez co byłeś obiektem pośmiewisk. Na piątkę dzieci musiało trafić na mnie, Bóg mnie kocha. Przychodziłem do szkoły i mimo, że miałem kolegów, to śmieli się czasem z tego.
"Przyzwyczaiłem się i kiedy miał nowy dowcip pupil
Mówiłem "Krzywą buzię mieć wolę, niż być głupi"."
Miałem kolegów starszych i młodszych z którymi spędzałem czas na osiedlu. Moje dzieciństwo to loteria, jednego dnia grałem z kimś w zośkę pod blokiem, chwaliłem mu się, co nowego się nauczyłem, by dostać od starszych kolegów pochwalę, ponieważ od rodziców ich nie dostawałem. Drugiego dnia widzę tą samą osobę z pętlą na szyi wiszącą w lesie przy blokach. Przyjaciół tu nie znajdziesz, twierdziłem że mam jednego. Po 18 latach znajomości pokazał kły. Kolega też ponoć miał. Zrobił domówkę, a przyjaciele, gdy zobaczyli iż jest pijany, wyciągnęli od niego pin do karty bankomatowej i wyciągnęli całe jego pieniądze. Dziewczyna go rzuciła, gdy opłacił jej prawo jazdy i udało się jej zdać. + Masa innych faktów, o których wiem tylko ja i nikt więcej na osiedlu, nawet rodzina, nawet nie wiedzą przyjaciele. Wiem ponieważ często odwoziłem go do domu z pobliskiego miasta, gdy był pijany. Skończył podobnie do poprzedniego kolegi z pętlą na szyi. Myślałem że jak pójdę do gimnazjum to czasy się zmienią, wszystko będzie dobrze. Straciłem następnego kolegę, który skończył ze sobą w ten sam sposób. Życie jest przykre, zakończyć swoje istnienie w wieku 14 lat. Będąc młodym nie wiedziałem, dlaczego Milena zasłaniała blizny swetrem na swoim ciele. Nie wiedziałem też dlaczego Zbyszek wtedy nie pojawił się w szkole, mimo iż mieliśmy grać razem w ręczną na wf-ie. Moi koledzy z którymi się wychowywałem spędzając całe dnie, kiedyś mówili że będą szefami w dobrych firmach i będą zarabiać tyle floty że będą mieli wszystko. Teraz pytają mnie czy mam pożyczyć pieniądze do jutra, bo swoje już całe przepili. Marcin mimo że już Ojca nie ma, dokonał czegoś, czego nie był w stanie dokonać żaden polak, a ponoć tutaj jest tylko Patologia...Tata pewnie jest z niego dumny tam na górze. Ania zawsze mówiła, że chce mieć przystojnego faceta, który będzie ją kochał, z tej miłości straciła cnotę w podstawówce, później miało ją pół osiedla. Michał był narkomanem. Pił, ćpał i tak w kółko ale miał niezwykły talent, rzeźbił lepiej niż 3/4 ludzi w Polsce, gdyby nie jego brat leżałby teraz zaćpany na śmierć pod klatką blokową. Co się stało ze mną? skoro wychowywałem się wśród takich ludzi. Czytaj dalej... Mówiłem o tym na maturze ustnej, komisja gratulowała mi osobiście podając mi dłoń. Przypadków jest cała masa, a ja znam je doskonale, dlatego tak szanuję życie, z tego powodu często odmawiam, gdy wciągają mnie by się uchlać, wylewam wódkę za moich kolegów, których już nie ma.
"To bezsens chłopaku, mimo całego syfu
nie rób sobie krzywdy przez rzeczy na które nie masz wpływu..."
Dodatkowo moje pochodzenie mówiło za siebie, najbardziej patologiczne osiedle w powiecie? zdanie mają o tym wasi rodzice, wy raczej nie wiecie zbyt wiele. Waszego snu nie przerywały strzelaniny o 2 w nocy na osiedlu, czy tak zwane ustawki między miejscowe. Ludzie boją się tu przyjeżdżać, ludzie nie boją się o tym mówić źle, bo przecież każdy mówi źle, czyli to dla nich normalne. Ludzie błądzą, dlatego nie utożsamiam się z nikim. Wyobraź sobie sytuację, gdy idziesz na praktyki i twój opiekun się pyta skąd jesteś, gdy mu odpowiesz patrzy na ciebie z pogardą, traktuje Cię gorzej, zadając pytanie "jak tam nie powiesił się u was nikt ostatnio...?", a tobie przed oczami w tym momencie wyświetlają się koledzy, którzy odeszli. De facto, przykro mi było. Nie mogłem z tym nic zrobić. Moja wada? Operacja, była niemożliwa, a nawet jeśli byłaby możliwa, to nie byłoby stać moich rodziców na to. Zacząłem grać w nogę, grałem zawsze w pierwszym składzie - osiedlowy talent + mój dobry kolega, który też jak większość tutaj, miał ojca alkoholika. Zdobyłem szacunek na osiedlu, choć nadal zdarzało się, że ktoś mnie obrażał z powodu mojej wady, lecz wtedy już uśmiechałem się do nich, bo szkoda słów. Szkoła średnia, w końcu było stać moich rodziców na aparat, choć przy tak wielkiej wadzie wyleczenie całkowite nie było możliwe, pięciu lekarzy spasowało twierdząc, że to niemożliwe, kto im dał dyplom... Straciłem już nadzieję że będę "normalny".
"Dlaczego siedzisz do północy znów mały,
dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany
ciemną nocą... to jakaś autoagresja?
nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty..."
Pisząc to wszystko nie czuję się jakbym miał kluskę w gardle, lecz jakby mi ktoś do przełyku włożył gruz owinięty kolczastym drutem. Miłosne zawody są niczym w porównaniu z tym wszystkim, raczej się uśmiecham, gdy w tym przypadku mi coś nie wyjdzie. Wracając do mojej wady. Po długim czasie znalazła się Pani, która wątpiła, że się to uda, lecz podjęła wyzwanie ze zwątpieniem w oczach. Zrobiło się jej tak szkoda, gdy patrzyła w moje błękitne oczy, widziała w nich cierpienie, darzyła mnie współczuciem, przez co nie brała od nas żadnych pieniędzy za wizytę, gdzie od innych chciała po ok. 200 zł. Moją wadę w 40 % zminimalizowano, za co kupiłem tej Pani na koniec kuracji, piękny bukiet kwiatów. Cieszyła się z miłego gestu ponieważ nie miała męża, ja też cieszyłem się w pewnym stopniu, choć na zdjęciach nadal nie wyglądałem naturalnie. Rozmawiając z kimś starałem się stać przodem zamiast bocznym profilem. Widziałaś kiedyś płaczącego faceta, który nie płacze z powodu Bólu? jeżeli nie to szkoda, że nie byłaś wtedy przy mnie.
"Zabłądziłem wśród tych ulic, brudnych ulic
brudnych tak, że możesz brud przytulić... czujesz?"
Chodziłem do szkoły średniej, miałem beef z połową mojej klasy, ponieważ mogli pomiatać słabszymi, ja sobie na to nie pozwalałem. Spędzałem czas głównie z osobami z innych klas. Poznawałem masę ludzi, poznałem najładniejsze dziewczyny ze szkoły, za co znienawidziła mnie kolejna grupa ludzi. Ponieważ, wychodziłem czasem na spacer z dziewczynami, do których oni nie mieli startu. Żadnej nie kochałem po prostu lubię rozmawiać z kobietami, a one chyba widziały, iż mogą mi ufać. Dzięki Pani od Angielskiego zrodził mi się projekt w głowie. Zebrałem informacje, zacząłem działać, zacząłem się starać. Walczyłem rok o coś co nie dałoby mi nic prócz satysfakcji. Nie dało, ponieważ nie udało mi się. Przypadkiem podsłuchałem rozmowę rodziców, gdy wspominali, że to o co walczę jest niemożliwe, Tata się lekko podśmiewał z moich ambicji. To smutne, że nawet rodzina nie wierzy w ciebie. Minął drugi rok, coś ruszyło w tej sprawie. Okrzyknęli mnie przykładem współczesnej młodzieży w gazetach. Pokazałem, że mam iskrę, walczę o coś do końca, zamiast dużo mówić i błyszczeć.
"To czas gdy z nienawiścią chodziłem pod rękę...
oprócz mnie samego nikt nie wierzył we mnie..."
Nie kochali nas rodzice albo po prostu tego nie odczuwaliśmy, gdy mogliśmy porównać siebie do kolegów z dobrych domów. Dzięki temu wszystkiemu miałem ambicje pięć razy większe, niż moi koledzy. Nie miałem pieniędzy więc nie chodziłem na imprezy, szlifowałem talent. Dziewczyny zaczęły do mnie pisać i piszą do tej pory, koledzy zaczęli odzywać się, gdy zaczynałem coś osiągać, od 4 zwycięstw w szkolnych turniejach, przez występ na kilku koncertach w stolicy, wywiady do artykułów, powiatowa gazeta, aż po zapisanie się w historii mojego rodzinnego miasta. Nazwali mnie prekursorem. Koledzy chcą stawiać wódkę, opić sukces, ludzie którzy mnie praktycznie nie znają z mojego osiedla też chcą stawiać wódkę i opić sukces. Rodzice zawsze narzekali, że syn się nie uczy, Ojciec wołał do mnie nie po imieniu, lecz "Ty głąbie". Teraz syn jest prymusem na najlepszej Polskiej uczelni. Dziekan mu powiedział, że widzi w nim potencjał. Znajomi zawsze chcieli tej Sławy, lecz wyszło odwrotnie, gdy ja chciałem mieć tylko spokój, dlatego teraz mam tylu wrogów pośród bloków - Zawiść, Zazdrość, zmieszana z agresją. Wiedza oraz doświadczenia życiowe, to coś czego nie ukradnie mi dres pod blokową klatką...
"Warte nic milion w gaciach, przy miliardzie w rozumie..."
Tata nadal chyba nie czuje dumy z syna, Mama chwali się koleżankom. Ja po prostu robię to dla siebie, skąd we mnie taka iskra? Nie miałem nic w dzieciństwie. Byłem najgorszy, teraz chcę być najlepszy. Rozwinąłem wyobraźnie, by patrzeć 10 lat w przód, by kreatywność nie miała końca. Czasem wydaje mi się że posiadam zdolność empatii, ponieważ rozumiem problemy innych ludzi. Wiem co ważne, lecz wiem też co ważniejsze. Byłem smutny przez całe dzieciństwo, gdzie dzieciństwo to najważniejszy okres życia człowieka. Teraz po 20 latach czekania, gdy operacja jest możliwa, by zneutralizować moją wadę, dzięki Tomkowi wiem że nie potrzebuję jej, chcę być sobą. Chcę budzić się rano i patrzeć w lustrze na tę krzywą japę. Nie muszę się nikomu podobać, akceptuję tych co lubią mnie za to jaki jestem, a nie za to jak wyglądam. Jak to powtarzał mój dziadek, " Liczy się gest" dlatego gest mam największy dla ludzi którzy potrafią mnie zaakceptować. Największy Gest mają Ci, którzy w życiu mają najmniej. Ja nadal nie chcę mieć nic więcej, niż dobry dom i kochającą rodzinę, ponieważ o szczęście ich zadbam osobiście, szczęście można zbudować. Widziałem jak wygląda rodzinne nieszczęście, więc wierzę że karma wróci i los się do mnie odwróci, bym mógł patrzeć na rodzinne szczęście.
"I teraz, kiedy mogę mówię "chuj w to"
chcę widzieć siebie, kiedy patrzę w lustro. "
Stolica... Uśmiecham się, gdy tam jestem. Zawsze w przejściach, czy na uczelni, czy w autobusie, czy w sklepach przepuszczam kobiety, za co dostaję od nich uśmiech. Nie wiem czy istnieje takie słowo ale chyba jestem uśmiechoholikiem, jeśli chodzi o kobiety. Ponieważ, taki drobny gest z mojej strony, a każda z nich potrafi to docenić. W Ciemno mogę stawiać, iż życie w warszawie już je zniszczyło na tyle, że cieszą się z każdej miłej niespodzianki. Więc odpowiedz mi na jedno, dlaczego mała znowu jesteś smutna, najgorsze minęło, teraz może Cię spotkać tylko to co najlepsze. Ktoś zabrał Ci szczęście? teraz ono wróci i będzie go 2x więcej. Życie jest piękne i daje wiele możliwości, szkoda tracić czas na skraplanie bolesnych uczuć czy gorzkich emocji. Spójrz na taką Natalię, ma 23 lata. Miała faceta, twierdziła, że go kocha najmocniej na świecie, on też tak twierdził(faceci....) - Efekt przywiązania się do osoby. Miarą miłości nie jest ilość powtarzanego słowa "kocham" , lecz to ile w stanie jesteśmy zrobić dla drugiej osoby, mogąc w tej chwili robić cokolwiek innego. Natalia zaszła w ciążę, poroniła swoje pierwsze dziecko, a facet który twierdził że ją kocha, opuścił ją przed porodem. Mimo tego Natalia, wciąż potrafi obdarzyć uśmiechem. Ty wciąż myślisz, że masz problem ? powiem krótko. Nie widzę go.
Wybory czy zmiany są trudne, gdy umysł przyćmiewa depresja, żal, smutek, rozgoryczenie oraz wstręt do świata. Ja mogę tylko pisać we wpisach, jak można postąpić, a co powinnaś ty już wiesz to najlepiej...
"Chcesz, sprawdź mnie, mały test na zaufanie.
Chodź ze mną na chwilę Ty to moje postrzeganie.
Chcesz, zasłoń mi oczy, ja będę szedł jak ślepiec.
A co powinnaś, to Ty już wiesz to najlepiej..."
poniedziałek, 2 grudnia 2013
#16 Postęp
"Jesteś tym inteligentnym człowiekiem, który dopuszcza do swojego umysłu możliwość popełnienia błędu..."
Miłe słowa nie dlatego, że ktoś określił mnie osobą inteligentną, lecz dlatego, iż widzę teraz wyraźną różnicę między mną, a moim ojcem, który nie miał w swoim życiu miejsca na słowo błąd. Wiem, że tym razem też mogę się mylić, ale nie chciałbym w przyszłości nazwać tego błędem. Każdy z nas chce, by nam się w końcu poukładało, by rany się zasklepiły, by codziennie rano, za oknem witać te same drzewa uśmiechem, zamiast rzewnymi łzami. Dla mnie to stało się już obojętne..."jak dla mnie możesz to na raz kochać i hejtować" siedzę i mrużę oczyma, aż nawilżę policzki. Niech myślą, że mam jeszcze uczucia. To sztuczne wiem, lecz na widok czegoś naturalnego ludzie robią oczy jakby uważali moje marzenia za zbutwiałe. Możesz słuchać, lecz nie usłyszysz. Możesz patrzeć, lecz nie zobaczysz. Możesz pytać, lecz nie odpowiem... Jeśli nie patrzyłaś, kiedy chciałem Ci to pokazać i nie słuchałaś kiedy mówiłem... "Nie wszystko złoto co się świeci" chyba dojrzałem, by to rozumieć. W czasie, gdy moi koledzy myślą, gdzie będą pić tego weekendu za pieniądze swoich rodziców. Michał mnie nauczył, że nienawiść do niczego nie prowadzi, pewnie dlatego jego żona tak mocno go kocha, choć w obronie rodziny mógłbym nawet zabić. Choć jestem tylko kroplą to będę głośniejszy, niż cały strumień, pytasz dlaczego chcę taki być? jeśli nie jesteś dostatecznie blisko mnie, to i tak nie zrozumiesz. Mam zbyt brudne serce, byś wiedziała jak go dotknąć, nie brudząc własnego. Kołysz mną, bo nie było na tym morzu pełnym uczuć, jeszcze żadnej fali. Choć mnie nadal nie słucha, mogę cyklicznie tylko powtarzać, że mam zbyt delikatne dłonie, by tłuc kryształ o beton. Mam pręgi na plecach, wadę genetyczną na twarzy oraz niedocenioną osobowość, a mimo tego mam nadzieję, że mi się uda, nawet jeśli każdy wokół powtarza mi że to niemożliwe... Zrobię tyle kroków ile mi pozwoli, plus 10 więcej tych których mi nie pozwoli. Choćbym nie wiem jak wielkim był ideałem, zawsze znajdzie się ktoś, kto pokaleczy moje stopy, gdy będę szedł po to, czego nigdy nie miałem...
"Może szczęścia mnie omija, może, tak na prawdę mnie omija pech, a to co mnie spotyka to ostrzeżenie Boże..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)

